Postapo po polsku

Tydzień z Bajką na końcu świata

Niby żyje nam się dobrze. Mamy sklepy wypełnione towarem po same sufity, mamy stabilizację, szmery, bajery, komputery, ale pojawia się taki covid i uporządkowane życie znika. Nagle przyszłość nie wydaje się być taka różowa. Wtedy też częściej zadajemy sobie pytanie, co będzie jak to wszystko się zawali.

Nie inaczej jest z twórczością traktująca o warunkach jakie czekają nas po apokalipsie. Kiedy opadnie pył po tym jak mocarstwa wezmą się za łby, kiedy wyjdziemy ze schronów po uderzeniu meteorytu, kiedy powrócimy do świata żywych po wielkiej epidemii albo spełnią się proroctwa zapisane w księgach. Wesoło nie będzie, ale jak właściwie będzie? Sprawdźmy to i sięgnijmy po komiksy.

Zacznijmy od początku, a może od końca.

Z pewnością to, co wydarzy się po apokalipsie, jest dla twórców największym wyzwaniem. Będą mogli pofantazjować na temat naszych reakcji na światowe wydarzenia. Snuć hipotezy, czy nadal będziemy ludźmi, a może bardziej każdy każdemu „będzie wilkiem”, albo też czy nic się nie zmieni.

Tak właściwie koniec znanego nam świata jest początkiem naszej opowieści. Przyczyny zazwyczaj są różne i zazwyczaj dotyczą aktualnej sytuacji w jakiej znajduje się społeczeństwo. W latach sześćdziesiątych, kiedy ZSRR udało się wystrzelić pierwszego sztucznego satelitę, a potem człowieka w kosmos, obawiano się, że zagłada przyjdzie własnie stamtąd. Później dominował strach przed wojną atomową, by wyewoluować w obawy przed buntem maszyn. Dziś bardziej boimy się zarazy w różniej formie. Albo komuś upadnie fiolka z groźnym wirusem, albo z laboratorium ucieknie zmutowany zwierzak, albo wyczerpiemy wszystkie surowce i doprowadzimy do katastrofy ekologicznej.

Kadr z komiksu „Strange Years: Jesień”, rys. Michał Śledziński

W „Strange Years” (Strange Years. Jesień – scen. Artur Kurasiński, rys. Michał Śledziński) wszystko zapoczątkowały samoloty uderzające w dwie wieże WTC. Ale to nie wszystko, na całym świecie zdetonowane zostały brudne bomby, a świat pogrążył się w totalnym chaosie. Rozpadł się znany nam dotychczas porządek funkcjonowania ludzkości, ale też drastycznie zmienił się cały ekosysytem.

Na pomysł albumu jak i całej serii wpadłem zastanawiając się, co by było gdyby wydarzenia 11 września w USA były tylko pierwszym elementem globalnej łamigłówki. Co by było gdyby nie byłoby wiadomo, kto jest napastnikiem, czego chce i jakie ma plany. Jak ja, mieszkaniec Europy i stolicy dużego kraju odnalazłbym się w sytuacji, kiedy trzeba w godzinę spakować się i uciekać ze swojego domu pokonując tysiące kilometrów. Co by było gdyby w ciągu kilku dni cały świat, jaki znamy zniknął, a w jego miejsce pojawiłby się nowe państwa, porządek społeczny a na powierzchni ziemi nowe osady i miasta. Innymi słowy mamy do czynienia z klasyczną opowieścią w klimacie post-apokaliptycznym” – pisał o swoim komiksie Artur Kurasiński.

Ale przyczyna początku końca może tez być zgoła inna, jak choćby w komiksie „Tequila.Władca Marionetek” (scen. Łukasz Śmigiel, rys. Katarzyna Babis), gdzie wszystko zaczęło się pojawienia się anomalii zwanych oknami, z których wylał się żar zmieniający całą planetę w pustynię.

Klasyczny Aramageddon.

Świat też mógłby się „skończyć” na sposób biblijny, jak choćby w „Apokalipsie św. Jana” (scen. Cyprian Moryc, rys. Paweł Kołodziejski). Zaś jej skutki, kiedy to „stało się. Wypełniły się proroctwa, zapisane w Piśmie Świętym przepowiednie i nastał Armageddon. Bóg i aniołowie zstąpili na Ziemię, by podczas ostatniej bitwy zgładzić zło a wybranych ocalić i zabrać do obiecanego raju. Ale co to za Bóg, który dopuszcza się fuszerki zostawiając przy życiu garstkę niegodnych? I co to za raj, z którego wybrańcy chcą za wszelką cenę uciec?” – z opisu wydawcy). Wydarzenia te opisał i rozrysował Krzysztof „Prosiak” Owedyk w swoim komiksie „Ósma czara”. Autor stworzył romantyczno-bluźnierczą historię o tym, co zdarzyło się po końcu świata. Pełną pasji opowieść o miłości, wierze, wolnej woli i pragnieniu szczęścia.

Myślę, że nie stało się nic.

Ale koniec może wyglądać jeszcze inaczej, dajmy na to w takich Makowicach, czyli gdzieś na Podlasiu (Koniec świata w Makowicach – scen. i rys. Jan Mazur). W małej wiosce, gdzie diabeł mówiłby dobranoc, gdyby wiedział, gdzie ta mieścina się znajduje, miejscowi szybko odkrywają, że coś się stało, ale nie do końca im wiadomo co, bo przecież „warszawka” jest daleko stąd, a żadnych trąb jerychońskich nie było. Na pewno „padł” prąd, ale to nic nadzwyczajnego.

Co więc taka apokalipsa zmieniła? W sumie niewiele. O pole jak trzeba było zadbać, tak nadal należy to robić. Z dziećmi, co dawno „do miasta” wyjechały, kontakt się urwał, a i tej nowej „mechanizacji” w postaci telefonu komórkowego czy internetu nikt nie „ogarnia”. Jak to mówią „stara bida”. Ot, może nowością jest lokalna rewolucja anarchistyczna.

Olaboga, sieci nie ma!

Okładka komiksu „W.E.” tom1 – rys. Hubert Ronek

No dobrze, ale świat po katastrofie widziany w bliższej nam, miejskiej perspektywy jest bardziej przerażający. W końcu tutaj brak dostępu do sieci przez kilka godzin sprawiłby lawinę niczym nie skrepowanej histerii.

Tak też dzieje się w pierwszym tomie serii „W.E.” Huberta Ronka. Na samym początku dowiadujemy się, że główny bohater, ojciec rodziny, „zgubił” po drodze żonę z dwójką synów. Kiedy dociera do swoich rodziców, od razu prosi o pomoc, by wyruszyć na poszukiwania zaginionych. Ludzie w tej historii są zdezorientowani brakiem „zasięgu” w telefonach i obrazu w telewizorach, więc pierwsze co robią, to jadą zrobić zapasy, a w międzyczasie plotkują, kto co wie i o co chodzi. Ta niewiedza udziela się też czytelnikowi, który mimo tego, że ma szerszą perspektywę, to jednak nie potrafi powiązać ze sobą wszystkich sznurków.

O czasy, o obyczaje!

Kiedy poznajemy, jak zmieniła się rzeczywistość, to trzeba przyznać, że jej obraz nie należy do optymistycznych. Raczeni jesteśmy smutnymi obrazami świata po katastrofie, upadku cywilizacji i resztek ludzkości, rozpaczliwie walczącej nawet nie o supremację, jak dawniej, ale o przeżycie. Taka sytuacja ma miejsce w komiksie „Postapo”, gdzie główny bohater wędruje przez zniszczoną okolicę. Przedziera się przez ruiny, unikając innych, potencjalnie niebezpiecznych ocalałych. Stara się odnaleźć członków swojej rodziny, znajomych ­–  kogoś ze swojego starego życia, kto pomoże mu przetrwać w odmienionym świecie.

Nie spodziewajmy się w tej rzeczywistości jakiś dziwnych, zmutowanych istot łaknących krwi człowieka. Nie, wprost przeciwnie, nowy świat przypomina raczej wyludnione powojenne miasta z tzw. „terenów odzyskanych”. Ludzie nadal są w niej ludźmi, ale ich zachowania często różnią się od tych, jakie kanony wpajali nam do głów rodzice i nauczyciele. Normy społeczne mocno ewoluowały, rzec by można, że zdziczały. I choć jednostkom zdarza się dokonywać czynów wręcz heroicznych, to – znacznie częściej – dzieje się wprost przeciwnie.

Samo „Postapo” zaczęło żyć własnym życiem i ewoluować od komiksów wspólnie tworzonych przez Daniela Gizickiego (scenariusz) i Krzysztofa Małeckiego (rysunki) po „Postapo: Antologię” zawierającą krótkie historie z wykreowanego świata rysowane przez takich artystów jak: Krzysztof Budziejewski, Joanna Karpowicz, Grzegorz Pawlak (II), Mikołaj Ratka, Mateusz Skutnik, Małgorzata Szymańska oraz krótki flipbook pt. „Postapo: Życie toczy się dalej / To nie jest kraj dla starych bogów” (scenariusz: Daniel Gizicki, rysunki: Joanna Karpowicz).

Kadry z komiksu „Postapo: Nienormalna normalność”, rys. Krzysztof Małecki

Motyw zaginięcia najbliższych i ich poszukiwania jest często wykorzystywany w historiach postapokaliptycznych. Tak jest w „Bajce na końcu świata” (scen. i rys. Marcin Podolec), w którym to mała Wiktoria wraz ze swoją towarzyszką, psem Bajką, podróżują w nadziei na znalezienie rodziców dziewczynki. Komiks ten, w przeciwieństwie do wielu innych, skierowany jest również do dzieci.

Inaczej jest w albumie „Kwiatuszku” Macieja Czapiewskiego, ponieważ tutaj tytułowa bohaterka poszukuje zdrowego mężczyzny. Chęć posiadania potomka sprawia, że kobieta jest coraz bardziej zdeterminowana, szczególnie że odpowiedniego kandydata brak. W normalnej rzeczywistości pewnie nie byłby dla niej to problem, wszak wiele kobiet decyduje się odłożyć macierzyństwo na przyszłość na rzecz kariery i lepszego bytu, ale po apokalipsie urasta to do rangi tego nierozwiązywalnego. Szczególnie, że większość mężczyzn już nie żyje, albo zostało zmienionych w upiorne maszkary, a ci którzy pozostali w ludzkiej osobowości są zazwyczaj bezpłodni. Czasy romantycznych uniesień i wielkiej miłości już się skończyły, ale potrzeba reprodukcji i przedłużenia gatunku pozostały, co determinuje pytanie, na jak bardzo desperacki krok pozwoli sobie bohaterka.

Mutanci i cała reszta.

Oczywiście, w świecie po katastrofie, szczególnie tej nuklearnej, nie może zabraknąć wszelkiej maści zmutowanych bestii. Nie inaczej jest w „Laleczkach” (scen. i rys. Maciej Pałka), gdzie ci, co mieli więcej szczęścia, zdołali się schronić w miastach lewitujących nad ziemią, a pozostałej reszcie, której to się nie udało, przyszło bronić się przed napromieniowanymi bestiami. Oto naszym oczom ukazuje się „brutalny świat rządzony prawem silniejszego, w którym ludzkie mięso stanowi podstawę diety, a najlepszą rozrywkę stanowi wyuzdany, sadomasochistyczny seks„(z opisu komiksu). Całość dopełniają niezwykle klimatyczne ilustracje Macieja Pałki, sprawiające że komiks ten na długo pozostanie w pamięci czytelników.

Na spotkanie mutantów można też liczyć w komiksie „Noc w zonie” (scen. adaptowany Paweł Próba, rys. Krzysztof Tarasiuk), czyli komiksowej adaptacji rozdziału „Mleczarnia” z książki Michała Gołkowskiego pt. „Ołowiany Świt”.

Z dużym przymrużeniem oka na wydarzenie po apokalipsie opowiada „Rag&Bones” (scen. Dominik Szcześniak, rys. Katarzyna Babis) o dwóch wędrowcach, którzy w nowym świecie starają się przeżyć handlując rupieciami.

Jak widać literatura z dymkami serwuje nam całkiem spora dawkę wszelakich wizji, co się wydarzy po końcu znanego nam świata i w większości scenariuszy nie rysuje się ona zbyt radośnie. Jedno jest pewne, że temat jest niewyczerpany i przez lata polscy twórcy poszli różnymi ścieżkami w swoich historiach z dymkami, pokazując nam przyszłość z różnej perspektywy. Jakkolwiek by nie było, jeśli tylko w jakikolwiek sposób możemy zapobiec ponurej rzeczywistości jutra (choćby segregując śmieci), to nie wahajmy się z tego skorzystać.

W ramach Tygodnia z Bajką na końcu świata ukazały się:

„Postapo po polsku”, w którym przybliżam komiksy z tego gatunku w wykonaniu krajowych twórców.

„Bajka dzień po dniu”, w którym poznajemy genezę powstania komiksu oraz przypominamy sobie wszystkie obecnie wydane tomy.

„Czyta, gotuje, piecze, chodzi na spacery z psem…”, w którym prezentuję pierwszą część wywiadu z Marcinem.

„Najczęściej robię szybkie notatki”, czyli druga część wywiadu, w której zapytałem, jakie będzie zakończenie serii.

„Okładkowe perełki”, w którym posuwam się do wytrychu, żeby opowiedzieć o pewnej okładce komiksowej.

„Ryzykowne odejście od komiksów non-fiction dla dorosłych”, w którym rozmawiam z Szymonem Holcmanem z Kultury Gniewu, wydawcy komiksów Marcina Podolca.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s