To może być mało ciekawe dla komiksów, ale lepsze dla świata

Wywiad z Arturem B. Chmielewskim

Na pierwszy rzut oka może się to wydawać dziwne, że na blogu o komisach publikuję treść rozmowy z człowiekiem, który na co dzień pracuje dla NASA. Jeśli mocnej wgryźć się w temat, to okaże się, że jest on naszym rodakiem, a na dodatek synem słynnego Henryka Jerzego Chmielewskiego, który dla większości z nas jest po prostu Papciem Chmielem.

Droga do tego wywiadu była bardzo kręta, a zaczęła się od zdjęcia… zegarka ze Snoopym astronautą. Zaowocowało to tekstem o misji Apollo 10, którym pochwaliłem się na fejsbukowej grupie komiksowej, gdzie jeden z jej członków przypomniał mi, iż kosmiczny epizod miał również Tytus de ZOO. Tak to w poszukiwaniu potwierdzenia (zamiast zerknąć do komiksu) udało mi się skontaktować z Arturem B. Chmielewskim, który okazał się być równie fascynującą osobą, co jego tata.

Wspólne zdjęcie wykonane z okazji 96-tych urodzin Papcia Chmiela. Źródło: archiwum Artura B. Chmielewskiego

Pana tata na kartach swoich komiksów udowadnia, że z połączenia marzeń i nauki rodzą się niesamowite sytuacje. W jakim stopniu przygody Tytusa, Romka i A’Tomka miały wpływ na to, czym obecnie Pan się zajmuje?

Tata uczył mnie kreatywności. Niewielu rodziców na to zwraca uwagę. Rodzice każą odrabiać zadania domowe, być zdyscyplinowanym, pracować ciężko i być grzecznym. Mój tata czasami oglądał moje prace domowe i kierował mnie w ciekawszym kierunku. Pamiętam jak w pierwszej klasie miałem przygotować pracę, której tematem była „Straż pożarna”.  Narysowałem wóz strażacki, tak jak wszyscy chłopcy, bo samochód jest fajny dla 7-mio latka. Tata zapytał się mnie, co inni narysowali. „Wozy strażackie” – odpowiedziałem.  „Wiec Ty narysujesz coś innego!”. Potem szeregiem pytań poprowadził mnie do celu: „Co strażacy robią? Walczą z ogniem. Jak wyglądają kiedy walczą z ogniem? Są brudni od sadzy, itd.”  Na końcu tego procesu namalowałem zmęczoną, brudną twarz strażaka na pierwszym planie z buchającym ogniem z tyłu. Gdy pani nauczycielka powiesiła wszystkie rysunki na ścianie, było tam 15 wozów strażackich i jeden strażak. Zauważyłem, ze wszystkie dzieci podchodziły do mojego rysunku. 

Teraz w NASA takie podejście mi się przydaje. Obecnie kieruję następną misją helikopterów na Marsa, kiedy w lutym na jego powierzchni wyląduje Ingenuity. Inżynierowie zaprojektowali mi piękny lądownik, z którego miały startować helikoptery, a ja ich zapytałem, czy to koniecznie musi być lądownik. No i okazuje się, że nie musi. Wypuścimy więc helikoptery w powietrzu. W NASA mówimy, że wszystko co było łatwe, jest już zrobione. Teraz czas na trudne misje, a do nich jest potrzebna kreatywność.

Rozumiem, że znana z komiksów Papcia zasada „bawiąc uczy, ucząc bawi” Pana też obowiązywała?

Tak, gdy chodziliśmy z tatą na wycieczki, to często stawaliśmy i przyglądaliśmy się naturze. Dlaczego listek jest gładki od góry, a szorstki od dołu?  Co to są te mikroskopijne szparki? Dlaczego liście są zielone, a pnie brązowe? Później w NASA, gdy prowadziłem program nowej technologii dla ultralekkich struktur, starałem się myśleć o naturze i jej kopiowaniu.  Jak pająki robią sieci, które są tak mocne, że pajęczyna grubości ołówka mogłaby zatrzymać samolot Boeing 747 w locie? W moim dziale wymyśliliśmy dużo urządzeń mechanicznych opartych o tzw. bio-mimikę.

Zdjęcie z archiwum Artura B. Chmielewskiego

Przy ilu misjach kosmicznych Pan pracował?

Pracowalem przy 15 misjach kosmicznych.  Te najbardziej znane to Galileo, Ulysses, Cassini, Spirit i Opportunity i Deep Space 1.

Mówi się, że ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia, ale obecnie robimy w kosmosie rzeczy, o których „nie śniło się filozofom”. Która z Pana misji była tą najbardziej niesamowitą? 

Moją ulubioną misją była nadmuchiwana antena. Był to mój pierwszy projekt kosmiczny, którym kierowałem. Struktura zrobiona z folii w warunkach orbitalnych jest w rzeczywistości czymś innym niż na ziemi, dlatego budowa tej anteny zmusiła nas do odrzucenia wszystkiego, co doświadczamy codziennie jako ludzie poprzez grawitację i atmosferę. Cel anteny też był ciekawy, bo miała robić zdjęcia czarnych dziur.

Ponieważ po raz pierwszy byłem kierownikiem misji kosmicznej, potwornie się tym stresowałem. Przecież codziennie podejmuje się decyzje, które kosztują setki tysięcy dolarów. Wtedy też popękało mi kilka zębów i dentystka powiedziała mi, że to od ich zaciskania w nocy, co było spowodowane zdenerwowaniem.

Film przedstawiający uruchomienie anteny wykonany przez astronautów z promu kosmicznego.

Jak reagują Pana współpracownicy, gdy dowiadują się, że Pana tata jest rysownikiem komiksów? W Polsce jestem w stanie to sobie wyobrazić, ale jak to wygląda w Ameryce?

Tytus jest nieznany w USA. Jedną z trudniejszych rzeczy, którą zrobiłem w życiu, było przetłumaczenie na angielski jednej z ksiąg Tytusa, Romka i A’Tomka. To prawdziwy test znajomości obcego języka! Tata w swoich komiksach ma dowcipy słowne, wyrażenia wymyślone i język nastolatków.  Jak przetłumaczyć np. raport ze statku, żeby był ciągle śmieszny: „Kapitanie, napęd nie działa. Dysza ledwo dyszy!” Zabrało mi to kilka miesięcy. 

Możliwe, że wielu czytelników nie zdaje sobie sprawy z tego, że miał Pan epizod na kartach jednego z komiksów Papcia. Jak do tego doszło?

Tak, jestem w nowym wydaniu księgi III.  Akurat rozmawiałem z Tatą przez telefon o tym, że obecnie zajmuję się wstawianiem instrumentów na satelitę. Tata narysował mnie jak wstawiam instrumenty na satelitę, tyle że nie były to instrumenty naukowe, ale …. muzyczne.

Artur B. Chmielewski w trzeciej księdze przygód Tytusa, Romka i A’Tomka. Wyd. Prószyński i ska

Trójka przyjaciół zwiedziła cały nam znany świat, jak i te wymyślone, polecieli również w kosmos, ale jak to się stało, że Tytus znalazł się na Marsie? Tym rzeczywistym.

Było to podczas misji Pathfinder. Mieliśmy tam niewielki, pierwszy łazik Sojourner. Żeby łatwiej nim było nawigować, operatorzy z kontroli lotu nazwali wszystkie kamienie w miejscu lądowania imionami postaci komiksowych.  Mój szwagier zaproponował imię Tytus i tak zostało. W ten sposób operatorzy mówili: „ Najpierw podjedźmy do Scooby-Doo, potem w lewo do Yogi i prosto do Tytusa.”

Wydaje się to oczywiste, że góry, doliny albo inne charakterystyczne miejsca na planetach zyskują swoje nazwy, ale czy nazywanie skał to częsta praktyka?

Zawsze tak się robi, żeby ułatwić nawigację. Tylko, że te nazwy nie są oficjalne i zarejestrowane w IAF. Nikt o tym zwykle nie wie. Operatorzy łazika Curiosity, czy nawet my, na misji Rosetta, nazywaliśmy rożne formacje geograficzne na komecie we własny sposób.  Ludzki mózg jakoś lepiej zapamiętuje, że otwarcie miedzy dwoma ogromnymi głazami, to „Bramka Lewandowskiego” niż AG27-46.

Zdolność do tworzenia niecodziennych wehikułów w rodzinie Chmielewskich jest chyba dziedziczna. Zdjęcie z archiwum Artura B. Chmielewskiego

Jaka jest szansa, że jakiś kolejny pojazd kosmiczny dostanie nazwę pojazdu znanego z komiksów Pana taty? A jeśli tak, to który wehikuł byłby inspiracją?

Dobry pomysł. W tej chwili pracuję nad czterema misjami: dwie na Wenus, jedna na Marsa i jedna na ciekawe ciało Chiron. Każda z nich ma wiele członów. Może jeden z nich powinien się nazywać Tytus?

Czy w kosmosie są takie miejsca lub obiekty, których istnienie wymyka się jakiejkolwiek logice? Które są równie abstrakcyjne, co te wykreowane w komiksach Papcia?

Ostatnio nasze zrozumienie układu słonecznego bardzo się zmieniło.  Kiedyś tylko szukaliśmy życia na Marsie.  Teraz okazuje się, że jest to możliwe na wielu planetach i księżycach, a nawet na toksycznej Wenus. Wiele księżyców takich jak Europa, Tytan czy Enceladus ma podskórne oceany, gdzie może być życie.

Znam osoby, które twierdzą, że komiksy to rozrywka dla dzieci. Czy Pan je jeszcze czyta?

Niespecjalnie lubię amerykańskie komiksy, ponieważ jest tam dużo przemocy, a za mało humoru. Jest też zbyt wiele ogromnych pistoletów a problemy rozwiązuje się poprzez walkę wręcz. Mnie bardziej pociąga rozwiązywanie kwestii spornych poprzez kompromisy, dyskusje, wzajemny szacunek i wiedzę. To może być mało ciekawe dla komiksów, ale lepsze dla świata.

Dziękuję za wywiad.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s