Szydera powszechna

Mówią, że prawdziwa cnota krytyki się nie boi. Problem w tym, że z tego narzędzia najczęściej i bez ograniczeń korzystają krytykanci.

Mamy w naszym „komiksowie” taką oto sytuację, że pasjonaci stanowią znakomitą większość wśród twórców jakichkolwiek treści dotyczących ulubionego medium. Z tego mnóstwo z nich posiada, powiedzmy że podstawowy warsztat do dzielenia się swoimi spostrzeżeniami i uwagami na temat komiksów. W efekcie, na różnych blogach, stronach, profilach dużo wszelkiej maści recenzji, trochę komentarzy czy analiz i równie mało innych form dziennikarskich.

Ból powszechny

W ogólnej masie propagatorów sztuki z dymkami znajduje się grupa ponadprzeciętna, która bardzo profesjonalnie podchodzi do tego co robi, ale nie brakuje takich, co metodą prób i błędów uczą się promować swoje ulubione medium. Są też tacy, co nie mają o tym zielonego pojęcia. Osobiście, nie mam z tym problemu. W końcu otrzymuję masę treści za darmo i nie widzę podstaw, żeby na to narzekać, ale są też tacy, którzy mają z tym ewidentny „ból pośladów” i tego już nie rozumiem. Przecież internet ma być forum, gdzie każdy może się wypowiedzieć na każdy temat, nieważne, czy posiada ku temu odpowiednie kwalifikacje. I to jest wspaniałe, bo daje możliwość spojrzenia na każde zagadnienie z różnych stron.

Wydaje mi się, że problem jest w tym, że przyzwyczailiśmy się otrzymywać wszystko za darmo, bo przecież „w interenecie za nic nie trzeba płacić”. Nawet za wysoki standard, porównywalny a czasem i wyższy od profesjonalnych redakcji, gdzie nastawiono się na „klikalność” i zyski z wyświetleń. To często ci mniejsi twórcy tworzą bardziej wartościowe treści, bo pozbawione nastawienia na odsłony, a naiwnie dzielące się zdobytą wiedzą. W związku z tym, oczekujemy jakości od każdego, kto publikuje coś własnego. Nieważne, czy dopiero zaczyna, czy ma jakiekolwiek w tej materii doświadczenie, a braki warsztatowe rekompensuje zapałem.

Kierunek ostrza krytyki

img_20180714_131436717_burst000_cover_top~29186427448702054556..jpg
Ilustracja z komiksu Kajko i Kokosz, autorstwa Janusza Christy, zaprezentowana podczas wystawy Teraz Komiks!

Co więc ci maniacy komiksów otrzymują w zamian? Jak wymyślą jakiś chwytliwy tytuł, to w kontrze dostaną komentarz, że „klikbajt”. Jak napiszą coś nowego, to że „zgapione” z zagranicznych serwisów. Jak stworzą coś od serca, gdzie pozwolą sobie na zabawę formą, to że grafomania. Jak zrobią coś zaledwie poprawnego, bez większych fajerwerków, to argument będzie taki, ze nie da się tego czytać, słuchać albo oglądać. Nie daj „boziu” zawrzeć własnej opinii, bo to od razu spotka się z zarzutem o bufonadę. Jak ci biedni pasjonaci mają się rozwijać, skąd czerpać energię do dalszej pracy?

Wiadomo, że w redakcji, pod okiem doświadczonych kolegów, którzy zwrócą uwagę na potknięcia i podpowiedzą sprawdzone rozwiązania, łatwiej będzie poprawić swój warsztat niż tylko uczyć się na własnych błędach lub na podstawie komentarzy pod postami. Nie dziwi więc, że wiele inicjatyw kończy się szybciej, niż się zaczęło, a mnóstwo twórców szybko się zniechęca. Pewnie dlatego, że część z nich liczyła na szybką popularność i masę odsłon, ale inni, że ktoś doceni ich zapał.

Ci, co wiedzą lepiej

Kopanie innych jest bardzo łatwe, ot wystarczy wstukać kilka słów w komentarzu. Nawet nie trzeba się specjalnie starać, tylko napisać treść z masą błędów ortograficznych, interpunkcyjnych a do tego bez polskich znaków (ciekawe, że zagadnięci krytykanci nagle okazują się być dyslektykami). Malkontenci wiedzą przecież najlepiej jak pisze się teksty, nagrywa audycje lub vlogi, bo wcześniej zjedli wszystkie rozumy oglądając skoki narciarskie i piłkę nożną. Nie przeszkadza im ich nadęta do granic możliwości wiara we własną nieomylność. Jeśli więc mają uczynić akt łaski dla jednego z drugim twórcy treści, to wrzucą mu negatywną opinię. Wystarczy wejść na jakiekolwiek forum, żeby nabawić się kompleksów. Przecież tam piszą sami fachowcy, jeden lepszy od drugiego. Gdzie tam, małym żuczkom, równać się do nich.

Chwała amatorom!

Wyobraźmy sobie teraz polską przestrzeń mediową bez tych wszystkich zapaleńców, bez ich recenzji czy felietonów. Nasz komiksowy światek zionąłby pustką.

Jasne, jest mnóstwo tekstów, które nie prezentują jakiegokolwiek poziomu, podobnie jak audycji, gdzie słychać pogłos czy inne dźwięki, a vlogi są niedoświetlone. Pozwólmy jednak amatorom robić swoje, nie ograniczajmy ich zapału bezsensowną „szyderą”. W wielkiej masie twórców znajdzie się miejsce dla wszystkich, a może część z nich rozwinie się na tyle, że w przyszłości warto będzie ich obserwować.

W końcu wszyscy publicyści komiksowi zaczynali od literówek i „yyy i eee” oraz video na tanim sprzęcie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s