Mam z tyłu głowy krytycznego siebie

Tydzień z Wydziałem VII

Wywiad z Tomaszem Kontnym, scenarzystą komiksów z serii Wydział VII.

Historie opowiedziane w komiksach z serii „Wydział 7” nawiązują do rzeczywistych wydarzeń. Na ile to ułatwia pracę scenarzyście, a na ile jest utrudnieniem?

fb_img_15625627382052087221164112495298.jpg
Okładka drugiego tomu z serii Wydział 7 p.t. Larinae; autor Grzegorz Pawlak, źródło: FB Wydział 7

Czasem jest łatwiej, bo wydarzenia wręcz proszą się o paranormalne potraktowanie i stanowią idealną kanwę dla odcinka (epidemia ospy we Wrocławiu), czasem jest trudniej, bo trzeba uszanować miejsce, historię i jej prawdziwych bohaterów i w związku z tym nie wypada popłynąć (spalenie szpitala w Kortowie). Najczęstsze problemy dotyczą detali – są wyłącznie takie a takie pistolety, zapalniczki nie wybuchają, chociaż by się bardzo chciało, SB-ek nie może dać w twarz oficerowi, a wojsko nie zacznie strzelać bez poważnego powodu… Marek jest ekspertem od wyszukiwania szczegółów i szczególików, które wspierają realizm świata przedstawionego.

W związku z tym staram się nie traktować rzeczywistych wydarzeń jako ułatwienia czy utrudnienia, ale jako specyfikę serii. Na końcu wszystko wynika z postaci i warunków, w których jest ze sobą zestawiamy. Po pięciu odcinkach serialu z zadowoleniem mogę powiedzieć, że nasi bohaterowie naprawdę dobrze ze sobą „grają”. A to jest najważniejsze!

Skąd czerpiesz inspiracje do swoich scenariuszy?

fb_img_15629328098818169527113067754255.jpg
Okładka drugiego tomu z serii Wydział 7 p.t. Larinae; autor Krzysztof Budziejewski, źródło: FB Wydział 7

Z głowy. Pakuję do niej co tylko się da, a potem zostawiam w spokoju, aby się przegryzło. Po jakimś czasie zaglądam do środka i albo pomysł w niej jest, albo trzeba dorzucać dalej. Zwykle jednak udaje mi się coś wyskrobać z dna. I potem już samo się pisze.

Czy działania bohaterów, rozwiązywanie przez nich kolejnych spraw, są fikcją literacką, a na ile są opisane w podręcznikach?

Skoro istnienie Wydziału 7 w strukturach ówczesnego MSW jest prawdopodobne, to i działania bohaterów muszą się mieścić w granicach prawdopodobieństwa. Dbamy o wszelkie szczegóły dotyczące organizacji, wyposażenia i umiejscowienia akcji, a więc nie może tu być mowy o żadnej fikcji. Duchy, potwory, mutacje – nic dziwnego, że te sprawy zostały utajnione i nic o nich nie wiemy!

Odniosłem wrażenie, że w chwili oddania pierwszego tomu ty już miałeś przygotowane scenariusze kolejnych zeszytów. Na ile tomów do przodu masz rozpisany ten projekt?

Aby dać rysownikom czas na komfortowe przygotowanie odcinków MUSIMY mieć zeszyty rozpisane sporo do przodu. A tego zapasu zwykle i tak jest za mało! Dlatego przy okazji drugiego sezonu już teraz rozpoczynamy pracę nad scenariuszami i tym razem zamierzamy mieć je gotowe na parę kwartałów przed premierą zeszytów. Czasu zawsze brakuje – taki prosty i niewesoły wniosek można wyciągnąć z pracy przy szeroko zakrojonym projekcie z całą grupą artystów, w obliczu czterech premierowych zeszytów do obskoczenia rocznie.

Czy pisząc scenariusz masz gdzieś z tyłu głowy obraz czytelnika, do którego chcesz dotrzeć ze swoją historią?

Mam z tyłu głowy krytycznego siebie i swoich wnikliwych znajomych – i nie chcę się przed nimi wstydzić, dlatego przy każdym odcinku usiłuję do maksimum wykorzystać przestrzeń zeszytu, aby co nieco rozbudować postaci, skonfrontować je ze sobą, zaproponować zwartą, ale nie prostacką intrygę i jakiś wyjątkowy twist, którego nikt się nie spodziewa.

(I tak z odcinkiem #2 nie potrafiłem wystartować dopóki nie przyszedł mi do głowy pomysł z kawiorem, przysmakiem tamtych czasów, który w komiksie nabiera mroczniejszego wymiaru.)

Obserwuję reakcje czytelników i wydaje mi się, że ta metoda póki co działa.

Jaki był pomysł na tę serię? Czy będzie wydawana w jakiś cyklach, np. po kilka tomów, potem analiza i kolejny cykl, czy może w ciągu dopóki dopóty będzie zainteresowanie serią?

fb_img_15625627242742863321987070443479.jpg
Kolejna ilustracja do „Larinae” w trakcie tworzenia; autor: Krzysztof Budziejewski; źródło: FB Wydział 7

Pracujemy sprawdzoną serialową metodą pakując odcinki w sezony. Pierwszy sezon traktowaliśmy jako pilotażowy, z nadzieją, że nie będzie również jedynym. W związku z ciepłym przyjęciem czytelników rozpoczynamy obecnie prace nad drugim sezonem, który również będzie liczył pięć zeszytów. W ten sposób pomiędzy sezonami możemy przeanalizować sytuację i wprowadzić poprawki, a następnie znowu rzucić się w wir pracy nad odcinkami.

Tak, mamy już zaplanowane co i jak wydarzy się na przestrzeni kolejnych pięciu zeszytów. Nie, nie puścimy jeszcze pary z ust.

Chcielibyśmy doprowadzić serię do 1989 roku. Ile sezonów i zeszytów nam to zajmie? Trudno powiedzieć. Wszystko zależy od czytelników. Polska historia w wydziałowym wydaniu co chwila poddaje nam nowe pomysły na sprawy, którymi mogą zająć się nasi bohaterowie.

Przy okazji powstania komiksów pobocznych do Thorgala został stworzony kanon zasad obowiązujących dla tej serii. Czy też macie jakieś wytyczne dla rysowników dotyczące np. kadrowania, wyglądu postaci itp.?

Rzecz jasna główni bohaterowie muszą przypominać siebie, ale poza tym staramy się dawać autorom szerokie pole do popisu. To wielka przyjemność przyglądać się różnym interpretacjom tych samych postaci. Co więcej zakres wydziałowych historii pozwala nam czasem na odstępstwa od realistycznej normy – ja na przykład z niecierpliwością czekam na plansze Jaszcza i to, jak odbiorą je czytelnicy.
Kadrowanie to wypadkowa scenariusza i preferencji rysowników. Nie trzymamy się kurczowo tekstu i pozwalamy na odstępstwa, kiedy warto zaryzykować.

Czy współpracowałeś wcześniej z rysownikami kolejnych tomów? Jaki był klucz ich doboru?

Współpracowałem z Grześkiem Pawlakiem i Piotrkiem Nowackim, marzyłem, aby zrealizować coś z Robertem Adlerem. No i udało się! Prowadzenie serii z Markiem Turkiem, człowiekiem, który zna wszystkich, otwiera wiele drzwi.

Dobór rysowników to przede wszystkim kwestia ich dostępności i planów artystycznych na najbliższą przyszłość. Płacimy za rysunki, ale nie jesteśmy w stanie konkurować z dużymi komercyjnymi zleceniami. Zależy nam również na takim dopasowaniu historii i rysowników, aby ci mogli się wyszaleć rysując to, co lubią.

Jak wygląda wasza współpraca?

fb_img_15626554362277330833284096883439.jpg
Za Batmana Noir musisz sporo zapłacic, a tu proszę kadr z albumu „Larinae” w wersji czarno-białej kompletnie za darmo. Autor: Krzysztof Budziejewski; źródło: FB Wydział 7

Razem z Markiem planujemy fabułę każdego zeszytu, potem Marek opracowuje zgrubny szkic odcinka, na bazie którego przygotowuję zwykle mocno przerobiony i bardzo szczegółowy treatment. Kiedy omówimy sobie i ten etap przechodzę do pisania właściwego scenariusza, który ponownie omawiamy i iterujemy. Dopiero wówczas tekst trafia do rysownika, z którym pracujemy wspólnie już do końca, omawiając storyboardy, plansze i kolor. Na tym etapie wspiera nas wydziałowy zespół artystów, którzy pracowali przy poprzednich zeszytach. Gdzieś w międzyczasie powstają jeszcze okładki , a teksty zostają wlane w dymki. Do tego próbujemy swoich sił z marketingiem serii… Sporo z tym zachodu!

My, czytelnicy próbujemy każdy pomysł przyporządkować do czegoś, co już znamy. W przypadku „Wydziału 7” pojawiają się porównania do Żbika i Archiwum X. Czy zgadzasz się z tym, czy może odcinasz od tego, bo chcesz nadać serii własny, niepowtarzalny sznyt?

Porównania są dobre na początek, aby zarzucić haczyk na czytelników. Żbiki, „Z archiwum X”, przygody Hellboy’a i BBPO – wszystko to jest jak najbardziej na miejscu. Na szczęście żaden z tych cykli nie jest dokładnie tym, co proponujemy w ramach W7. Chcemy powolutku rozbudowywać tą naszą ścieżkę miksowanego paranormalu, historii PRL i ciekawych, wielowymiarowych postaci.

Na dłuższą metę chcielibyśmy, aby W7 wyrosło na serię, która nie potrzebuje wspierać się na mniej lub bardziej trafnych przyporządkowaniach. Przeciwnie, niech inne serie są porównywane do W7…! Okej, wracam na ziemię. Przed nami jeszcze dużo pracy.

Odsłaniając rąbka tajemnicy, jakie sprawy będą rozwiązywać bohaterowie serii

Miałbym zepsuć czytelnikom zabawę? Nigdy! Wystarczy zresztą rzucić okiem do podręczników historii. Zespół W7 weźmie udział w przynajmniej części grubszych afer lat’ 60. A potem zobaczymy!

Dziękuję za wywiad.

W cyklu „Tydzień z Wydziałem VII” ukazały się:

Dzień 1. „Tajna geneza Wydziału VII”, w którym przybliżyłem strukturę służb specjalnych w PRL oraz początki Wydziału.

Dzień 2. „Pełnię rolę ucznia”, w którym porozmawiałem z Markiem Turkiem, człowiekiem-instytucją w projekcie Wydział 7. Nie tylko o jego roli w tym przedsięwzięciu.

Już jutro opowiem trochę o mojej ulubionej okładce z serii Wydział 7.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s