Mam w głowie potencjalnego odbiorcę

Wywiad z Anną Krztoń.

To jeden z tych wywiadów, który rodził się w długaśnych bólach, a ciągnął od Krakowskiego Festiwalu Komiksu. Na szczęście, prawdziwych twórców (treści wizualnych i pisanych) ocenia się nie po tym jak zaczynają, ale jak kończą. Co oznacza, drogi czytelniku, że ocenę pozostawiam tobie.

Obracasz się w dwóch światach, bo tworzysz komiksy niezależnie, ale dzięki współpracy z Wydawnictwem Komiksowym ukazał się twój komiks „Weź się w garść”. Jakie są różnice pomiędzy jednym a drugim światem?

Chyba nie można powiedzieć, że to są dwa światy – przynajmniej jeśli chodzi o środowisko, bo ono bardzo się przenika, a na imprezach komiksowych ziniarze i wydawcy zbijają ze sobą piątki i piją razem na afterach. Jeśli chodzi o same komiksy to wydaje mi się, że to jest bardzo złożona sprawa. Dużo twórców działa równocześnie w undergroundzie i współpracuje z wydawnictwami – jak chociażby Łukasz Kowalczuk, KRL, Marta Falkowska, Anna Karolina Kaczmarczyk, Jakub Grochola, Janek Mazur, Zavka i wielu, wielu innych. Nie ma żadnego wyraźnego podziału. Ja ze swojej strony zwykle dłuższe, bardziej czasochłonne komiksy tworzę z myślą o wydawnictwie. Jeśli poświęcam parę lat na jakąś historię – jak chociażby „Weź się w garść” – to chcę dobrego składu i korekty, opieki redaktorskiej, estetycznego wydania i przede wszystkim dystrybucji! Zwyczajnie nie mogę zrobić tego z zinem, bo np. nie stać mnie żeby wyłożyć na taki druk i moje wydawane własnym sumptem publikacje nigdy nie trafią do Empików. Dla mnie zinki mają inną funkcję – dzięki nim mogę opowiadać krótsze, bardziej kameralne historie, jeździć ze swoim stoiskiem na imprezy komiksowe, a przede wszystkim spotykać się z czytelnikami i rozmawiać z nimi. Jest to dla mnie bardzo ważne, i nie wyobrażam sobie rezygnować z bycia częścią tej sceny.

Weź się w garść” powstawało wiele lat. Kto wreszcie uderzył pięścią w stół i zarządził, że czas wziąć się do roboty i wreszcie to wydać, ty czy wydawca?

fb_img_15348513667314687629290826314836.jpg
Weź się w garść, wyd. Wydawnictwo Komiksowe

To nie do końca tak było. Robiłam ten komiks przez jakieś 10 miesięcy, zanim zdecydowałam się go wysłać na Stypendium Gildii. Dopiero kiedy wygrałam, podpisaliśmy umowę z Wydawnictwem Komiksowym i Wojtek Szot objął pieczę nad tym albumem. Myślę, że gdyby nie to, to pewnie nie skończyłabym tego komiksu i nadal była przed oficjalnym debiutem. Teraz znam siebie już na tyle, że wiem, jak ciężko pracuje mi się nad dłuższą formą bez pewności, czy ktoś to w ogóle wyda. Przed „Weź się w garść” miałam kilka takich większych projektów, i wszystkie się skończyły zanim na dobre je zaczęłam. Także praca z wydawcą na pewno bardzo mi pomogła zmobilizować się i skończyć komiks w terminie.

Jeśli tworzy się jeden komiks przez lata, a jednocześnie poprawia swój warsztat, czy jest pokusa, żeby wracać do początkowych plansz, żeby je zrobić na nowo?

Zawsze mi się wydawało, że jak już narysuję ostatnie strony, to nie będę mogła powstrzymać się przed powrotem do tych pierwszych kilkudziesięciu i przed poprawianiem ich. Ale nie miałam takiej potrzeby. Prawdę mówiąc pierwsze dziesięć czy dwanaście stron to nadal moje ulubione z całego albumu. W „Weź się w garść” akcja rozgrywa się na przestrzeni wielu lat, więc zmieniający się wygląd bohaterek nie razi, a styl znowu nie zmienia się tak bardzo – starałam się jednak trzymać to w ryzach.

img_20190330_190428621956297531928472489.jpg
Ania (druga od lewej) podczas dyskusji o komiksie kobiecym podczas Krakowskiego Festiwalu Komiksu.

Jeśli piszesz komiks, który w jakimś stopniu jest autobiograficzny, to czy komentarze dotyczące twojej pracy odbierasz bardziej osobiście?

Większość moich komiksów jest w jakimś stopniu autobiograficzna, więc trochę ciężko mi – nawet tylko jako ćwiczenie myślowe – wejść w jakiś inny mindset i wyobrazić sobie, że jest inaczej. Nie wydaje mi się, żebym odbierała krytykę jakoś bardzo osobiście, zwłaszcza, że przeważnie dotyczy ona bardziej konstrukcji komiksu czy zawartego w nim żartu. Czasami daje mi to do myślenia, że np. powinnam robić większą selekcję tego, co rysuję. A czasami nie.

Czy pisząc swoje komiksy wyobrażasz sobie, kto może je przeczytać i jakie mogą mieć na niego wpływ?

1

Tak, oczywiście. Tworzę przede wszystkim z jakiejś swojej naturalnej potrzeby, ale nie zmienia to faktu, że mam w głowie też potencjalnego odbiorcę. Szczególnie przy pracy nad „Weź się w garść” było to ważne, bo ten album dotyczy jednak poważnych tematów, więc zależało mi, żeby dla czytelników było jasne, co chcę powiedzieć. Ale tak samo jest przy pracy nad zinkami – zależy mi jednak, żeby były zabawne i podobały się ludziom. Dlatego często przed publikacją daję swoje komiksy do czytania znajomym, żeby odrzucić te zupełnie nieśmieszne.

Wydawnictwo Komiksowe odważnie stawiało na młodych, polskich twórców. Jak myślisz, w jaki sposób zakończenie przez nich działalności wpłynie na krajowy rynek?

Kurcze, no nie będę ukrywać, że mnie się bardzo dobrze współpracowało z Wydawnictwem Komiksowym i trochę to ich zamknięcie działalności złamało mi serce. No ale trudno, takie życie. Wydaje mi się, że ktoś na pewno tę lukę zapełni, albo zostanie zapełniona wspólnymi siłami paru wydawnictw. Niedawno powstało Wydawnictwo 23, które też jest ukierunkowane na polskich twórców, tylko bardziej może pod komiks gatunkowy – ale na razie ich zapowiedzi wyglądają bardzo ciekawie. Coraz częściej zdarza się też, że po komiks sięgają też wydawnictwa typowo książkowe. Więc na razie jeszcze nie łamię sobie rąk, że nie będzie gdzie komiksów wydawać.

Powstał komiks o tobie. Jakie to uczucie, dowiedzieć się czegoś o sobie w formie komiksowej?

2314483974084819950785.jpg
Krztonioversum, wyd. niezależne

Haha, cudowne! Nagle przestałam mieć wyrzuty sumienia, że robię te wszystkie komiksy o swoich znajomych! „Krztonioversum”, bo tak nazywa się wspomniany zinek, to spięty przez moją przyjaciółkę Falauke zbiorek, w którym moi znajomi i przyjaciele narysowali krótkie komiksiki o mnie. Bardzo się wzruszyłam, gdy go dostałam, bo wszystko było robione w tajemnicy. Super uczucie. Zawsze mam swoją kopię przy sobie, i przeglądam ją sobie w trudniejszych chwilach.

Jak idzie ci realizacja planów komiksowych na ten rok?

Robię dużo, ale zupełnie nie to, co sobie założyłam! Gdy kończyłam prace nad „Weź się w garść” chciałam przede wszystkim siąść do dwóch historii, które bardzo długo odkładałam w czasie. Jak się okazało chyba za długo, bo straciłam do nich cały entuzjazm. Za to robię całkiem sporo komiksów z moimi znajomymi do zinków. Bardzo się z tego cieszę, bo po premierze albumu miałam jakąś blokadę, zupełnie przestałam wyłapywać te małe, śmieszne rzeczy, które dzieją się wokół mnie i zwykle mnie inspirują. A teraz znowu notuję tego tak dużo, że aż nie wyrabiam z rysowaniem i myślę, że jak tak dalej pójdzie to 2019 będzie moim najlepszym zinkowym rokiem. Natomiast jeśli chodzi o dłuższe komiksy, to Jerzy Łanuszewski z Wydawnictwa 23 zamówił u mnie horror i jestem obecnie w trakcie pracy nad scenariuszem. Poza tym ostatnio zrobiłam ilustrowany booklet do płyty „Underwater Disco” Nenne – projektu muzycznego Lo Ersare i mojego przyjaciela, Alberta Karcha. Jak wszystko dobrze pójdzie to na Szlamfeście będę miała ze trochę egzemplarzy. A już 11 czerwca na Warszawskim Jazdowie, a dokładnie w Otwartej Pracowni Jazdów, czyli miejscu, gdzie na co dzień pracuję, rusza wystawa moich komiksów pt. „Zabawa w domek”. Także nie narzekam na brak zajęć.

Dziękuję za wywiad.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s