Zasady, jakie uznaję za stosowne

Wywiad z Łukaszem Kowalczukiem

Od dłuższego czasu chciałem porozmawiać z Łukaszem Kowalczukiem. Powodów było kilka, choćby jego aktywność na polskiej scenie komiksowej czy otwartość podczas wywiadów. Taki rozmówca to po prostu skarb.

Udało mi się to lub też wreszcie zdecydowałem się podejść i zadać kilka pytań podczas 8. Krakowskiego Festiwalu Komiksu.

Umawialiśmy się, że nie zapytam ciebie o pierwszy komiks, ale o zorganizowane festiwale już tak. Skąd wziął się pomysł, żeby oprócz rysowania organizować imprezy?

Stare punkowe porzekadło Joe Strummera mówi, że jeżeli czujesz, że mógłbyś zrobić coś lepiej, to zrób to samemu. Ja w temacie wszelakich imprez komiksowych jestem dosyć „wokalny”, czyli coś mi w nich nie pasuje, nie podoba się albo uważam, że mogę to zorganizować inaczej. Stąd też – pod wpływem impulsu – postanowiłem wystartować z Comic Conem w Rumi. Chciałem, żeby to było po mojemu, bo nie odpowiada mi format imprezy w Nadarzynie. Mniejsza o to, lepszy czy gorszy, po prostu uważałem, że można to ogarnąć inaczej.

Dosyć istotne jest, że Comic Con organizuję w ramach porozumienia ze Stacją Kultura, z Biblioteką Rumia. W zamian za to, że mam bardzo pracownię – organizuję konwent komiksowy, ale też warsztaty, konsultuję różne projekty graficzne itp.
Natomiast SzlamFest jest pomysłem, który pochodzi ze strony klubu B90. Odezwał się do mnie kolega Jarek Kowal, który tam pracuje, że chcieliby zrobić festiwal poświęcony kulturze popularnej. Zrobiliśmy to wspólnie i od tego czasu tak się to kręci.

W obydwu przypadka mam z tego profity, czy to barter jak w przypadku współpracy z biblioteką w Rumi, czy wynagrodzenie za współorganizację Szlamfestu. Przy obu imprezach pracuję na zasadach, jakie ja uznaję za stosowne.

img_20180324_184113452~22590701805773828847..jpg

Czy to oznacza, że Rumia Comic Con będzie się odbywać dopóki, dopóty będziesz współdziałać ze Stacją Kultura?

Współpracujemy na zasadzie umowy, która jest rokrocznie odświeżana i wszystko wskazuje, że teraz też tak będzie. Mamy ustalony termin następnej imprezy. Nie ma powodu, żeby tę umowę zrywać, bo każda ze stron jest zadowolona z warunków współpracy. Nie ma też sensu wychodzić zbyt daleko w przyszłość, co by było, gdyby ta umowa wygasła, bo to tylko „gdybanie”.

Ile potrzeba osób, żeby porządnie zorganizować dobrą imprezę np. komiksową?

Przy organizacji SzlamFestu jest zaangażowanych sześć osób „stałych”, zaproszeni goście, obsługa klubu B90, która wykonuje codzienne obowiązki. W przypadku Rumi jestem przede wszystkim ja, ale też personel biblioteki, który mnie wspiera na różnych płaszczyznach. Organizacja trwa cały rok, więc czas pracy się „rozkłada”. Program trzeciej edycji RCC mam z grubsza ułożony.

Z moich obserwacji wynika, że różne ciekawe inicjatywy opierają się na osobistym zaangażowaniu jednej osoby, ale kiedy ona zaczyna czuć wypalenie i rezygnuje, to projekt umiera.

W przypadku SzlamFestu co roku deklaruję, że to ostatni raz, kiedy przy tym pracuję i to samo pewnie powiem w tym roku. Choć nie dlatego, że się wypalam, ale zaczyna brakować mi czasu na to wszystko i chciałbym więcej pisać oraz rysować. Nawet kiedy mnie nie będzie przy tym projekcie, to on dalej powinien się odbywać, bo jest wiele osób, które mogą to kontynuować.

img_20190330_1700114322618566818940705429.jpgNatomiast z Rumią jest o tyle fajnie, że mam bezpośredni kontakt z Dyrekcją. Tworzę program, zajmuję się oprawą graficzną i robię to po swojemu, ale jest ktoś nade mną, komu przedstawiam stan prac. To nie jest impreza, która ma się podobać tylko mi.

Trudno mi powiedzieć, ile potrzeba osób do organizacji. Na pewno więcej ich będzie w przypadku festiwalu w Łodzi czy w Warszawie. Wiem natomiast kogo nie trzeba, szczególnie na mniejszych wydarzeniach. Tłumu wolontariuszy. Abstrahując od tego, że jestem przeciwnikiem wolontariatu na takich imprezach, bo uważam, że ludzie powinni dostać jakieś wynagrodzenie swoją pracę. Dochodzi do patologicznych sytuacji, w których wystawcy pytają czy nie ma jakichś wolontariuszy bo jest dużo kartonów do przeniesienia. Często bywa, że na iwentach średniego szczebla jest kilkadziesiąt młodych osób, z których połowa szwenda się bez sensu, ale mają wpis, że pomagali. Wolałbym, żeby przyszli na festiwal jako „zwykli” czytelnicy czy fani.

Czy po każdej imprezie jak SzlamFest siadacie sobie we własnym gronie i podsumowujecie, co wam się udało, a co trzeba poprawić?

Mamy dedykowaną grupę na fejsbuku, gdzie dyskutujemy o takich rzeczach. Mamy sygnały od uczestników, wiemy, co nie wyszło, przyjmujemy krytykę na klaty i to poprawiamy. Przykładowo, po drugiej edycji dowiedzieliśmy się, że była niedoróbka z gastronomią, że brakowało większego wyboru jedzenia i to w przyszłości będzie poprawione.

Zmiana terminu też jest tym podyktowana?

Termin czerwcowy daje nam dodatkowe możliwości, bo ludzie będą mogli się poruszać po większej przestrzeni, korzystać z pleneru, a do tego odejdą koszty ogrzewania.

Jak Ci idzie ci realizacja planów komiksowych na 2019 rok?

fb_img_15568056555627506096540796125719.jpg
The UnderHogs, rys. Henryk, kolory: Henryk & Łukasz Kowalczuk, Źródło: FB Słowobraz

Wyrabiam się, choć pojawiły się po drodze nowe projekty. Choćby komiks dla krakowskiego Mystic Festival, gdzie zaliczyliśmy pewną obsuwę, ponieważ nastąpiła zmiana koncepcji i trzeba było pewne rzeczy uprościć.

Często wydaje mi się, że wydam swoje komiksy wcześniej i z różnych powodów to się przesuwa, ale na koniec powstają. To wszystko jest moją pracą i nie mogę pewnych rzeczy w nieskończoność odkładać, olewać czy zawalać, bo stanę się niewiarygodny, a to przełoży się na moje zarobki.

Teraz realizuję zlecenie dla wspomnianego festiwalu, w czerwcu nakładem ŁKP ukażą się the UnderHogs i Prison Pit. Do tego Frankenrocker & The Jailbait Punks (wiele wskazuje, że ten komiks będzie miał dystrybucję na Diamond). Zin Mutagen Krackle. Crimean Crab rysowany przez Krzyśka Haina. Mnóstwo tego.

Od roku współpracujesz ze Słowobrazem. W jaki sposób ułatwia ci to życie, jako twórcy?

Przede wszystkim nie martwię się o dystrybucję. Ponadto jest ktoś, kto powie mi, gdy coś nie działa, ale też trzyma mnie w ryzach. Ponadto mamy trochę większe nakłady od tych, na które mógłbym sobie pozwolić robiąc to samodzielnie. Wspólnie wydaliśmy już cztery tytuły i choć nadal się docieramy, to widzę, że ta kooperacja ma sens.

Gdy pracujesz na własny rachunek to widzisz, co się sprzedaje a co nie. Czy przy współpracy to wydawca mówi ci, bądź sugeruje, w którym kierunku masz iść?

Dla mnie to dobre, że mogę swoje pomysły z kimś przegadać, że wszystko jest zaplanowane, że uzupełniamy się. Zastanawiamy się nad różnymi scenariuszami i pomysłami. Może pójść w serię, może w większy album, bo jak na razie to wydajemy same drobnostki. W efekcie tej dyskusji the UnderHogs i Prison Pit będą większymi formatami, będą mieć ponad sto stron. Myślimy, czy wydać coś dla dzieciaków, bo nie ma czegoś takiego w portfolio Słowobrazu. Fakt, że współpracuję z wydawcą, gdzie tylko ja jestem rodzimym autorem w ich ofercie, daje mi ten komfort, że nie muszę rywalizować o uwagę. A ta uwaga jest potrzebna każdemu twórcy, choćby nie wiem jak zaprzeczał.

Wydaje mi się, że jesteś osobą, która często mówi rzeczy, o których twoi koledzy i koleżanki z branży boją się powiedzieć, jak choćby o pieniądzach.

Odbiję trochę piłeczkę i powiem, że może nikt ich nie pyta o takie rzeczy. Wydaje mi się, że przyzwyczailiśmy się do tego, że ja o takich sprawach mówię i do mnie kierowane są tego typu pytania. Wystarczyłoby zwrócić się do innych twórców i również o tym opowiedzą. Choć może są też tacy, którzy współpracują z wydawcami i to im odpowiada.

Czy to powinien być powód do wstydu, że ktoś, kto rysuje komiksy, chciałby zarabiać na tym pieniądze?

Absolutnie nie.
Powodem do wstydu jest to, że jest tak mało osób, które mogą się utrzymać z rysowania komiksów. Na świecie, Polska nie jest w tym przypadku jakimś wyjątkiem.

Odnoszę wrażenie, że są w Polsce imprezy, gdzie przyjmuje się, że to oczywiste, że trzeba tam zapłacić za autograf czy wspólne zdjęcie, ale są też takie, gdzie wydaje się to nie do pomyślenia.

Dostrzegam tutaj poprawę, bo okazuje się, że ludzi coraz mniej to bulwersuje i często przychodzą ze świadomością, że za pewne rzeczy będą musieli zapłacić. Są to często osoby, które razem z ulubionymi autorami dojrzewały do pewnych praktyk. Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że nikt mnie nie zapyta o płatny rysunek, a dziś staje się to coraz bardziej naturalne. Kończą się czasy podchodzenia do rysownika z pogniecionym świstkiem papieru i hasłem „weź mi daj”.

Dziękuję za rozmowę.

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s