To będzie najlepszy komiks, jaki zrobię!

Tomasz „Spell” Grządziela – wywiad.

Z Tomkiem spotkaliśmy podczas 8. Krakowskiego Festiwalu Komiksu, gdzie mieliśmy krótko porozmawiać o adaptacji teatralnej jego komiksu „Przygody Stasia i Złej Nogi”. Okazało się, że tematów było znacznie więcej i równie ciekawych.

Ile razy widziałeś sztukę na podstawie twojego komiksu „Przygody Stasia i Złej Nogi?

fb_img_15555755475207694411721816859934.jpg
Przygody Stasia i Złej Nogi – okładka komiksu. Autor: Tomasz Grządziela, wydawnictwo: Kultura Gniewu, źródło: materiały promocyjne wydawcy

Widziałem cztery razy i jestem zafascynowany tym, jak bardzo odmiennym medium jest teatr. Tam wszystko żyje, za każdym razem jest inaczej. Inna jest też widownia, która w różny sposób odbiera przekaz. Młodsi śmieją się w innych miejscach niż dorośli, którzy reagują również na inne sytuacje. Ostatnio dosłownie czułem, jak aktorzy żywili się tą energią, którą dawali im widzowie. Z komiksem tego nie osiągniesz.

Pewnie za każdym razem zwracałeś uwagę na inne aspekty sztuki?

Za pierwszym razem, przez pierwsze dziesięć minut miałem twarz zakrytą rękami i myślałem: „co oni zrobili z moją historią?”. Idąc na ten spektakl prawie nic nie wiedziałem, czego się spodziewać, bo przeczytałem tylko scenariusz, który i tak się później zmienił. Szedłem jednak z otwarta głową, bo chciałem dać szansę twórcom. Zastanawiałem nad dwiema rzeczami: jak przedstawiona zostanie Zła Noga i jak zaprezentują Stasia?

Po pierwszym szoku uznałem, że jednak mi się podoba, że akceptuję tę wizję. Sam Staś biegał po scenie i tylko było mówione, że jeździ na wózku. Natomiast jego Zła Noga, w przeciwieństwie do wizji z komiksu, stała się autonomiczną postacią, w której rolę wcielił się aktor i wykreował postać aroganckiego cwaniaka.

Mówi się, że kiedy autor wydaje swoje dzieło, to przestaje być jego, a wszystkich odbiorców. Kiedy siedziałem na spektaklu, to wtedy doświadczyłem tego najbardziej. Poczułem, że ktoś wziął moją historię i opowiedział ją po swojemu. Tak z 80% tej sztuki stanowią cytaty z komiksu, dodane jest kilka scen, które w mojej opinii są w klimacie „Stasia…” a jednej bardzo żałuję, że sam nie napisałem.

56960688_2344414625578545_7879910742021898240_o7572775337504860313.jpg
Spektakl „Staś i Zła Noga” w reżyserii Bartłomieja Błaszczyńskiego. Autor zdjęcia: Przemysław Jendroska, źródło: materiały promocyjne Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach

A jakie były początki tej współpracy?

To nie jest jakaś fascynująca historia. Jest takie aktorskie małżeństwo, w którym Bartek Błaszczyński (reżyser spektaklu) przeczytał mój komiks, spodobał mu się i odłożył go na półkę. Za to jego żona, Kasia Błaszczyńska, gdy poznała jego treść, oznajmiła małżonkowi, że muszą zrobić z tego sztukę. Napisali do mnie pytanie o możliwość wykorzystania, a ja im odpowiedziałem, że daję im wolną rękę w interpretacji. Kasia, która jest scenarzystką, wysłała mi swoją adaptację do zatwierdzenia i ja oprócz tej wersji scenariusza, nie wiedziałem nic więcej.

Igor Jarek opowiadał, że pisząc scenariusz komiksu przekłada go sobie na język teatru. Czy też planujesz pisać swoje komiksy z myślą o ich adaptacjach?

Nie wyobrażam sobie jak miałbym o tym myśleć, bo dla mnie to zupełnie różne światy. Szybciej o filmie animowanym, gdzie mamy podobne kadrowanie i sekwencyjność. W teatrze wszystko dzieje się w jednym kadrze.

Muszę zapytać Igora, jak on to widzi, bo to jest bardzo fascynujące. Czy on, pisząc, myśli dialogiem, czy ruchem?

Karola Kalinowskiego teatr wciągnął i teraz pisze scenariusz sztuki, a jakie ty sobie stawiasz wyzwania po swoich doświadczeniach z tym medium?

img_20190330_1535237145059136484503621267.jpg

Teatr stanowił bardzo dużą część mojego dzieciństwa, bo wychowywałem się w teatrze ulicznym. Mój tata jest klaunem, nazywa się Klaun Pinezka i jest bardzo znaną postacią w tym świecie. Rokrocznie, w wakacje jeździliśmy po całej Polsce na różne festiwale, gdzie oglądałem mnóstwo teatrów ulicznych. Oderwałem się jednak od tego, bo uznałem, że to nie jest moje medium. Pewnie dlatego, że bardzo nie lubię się powtarzać. Uwielbiam narysować komiks, wydać go i zamknąć ten rozdział. Od tego czasu należy do innych, którzy mogą go przeczytać tyle razy, ile tylko będą chcieli. Za to w teatrze musisz chodzić na próby, grać, w kółko robić to samo, kiedy ktoś chce to zobaczyć. Ja szanuję ludzi, którzy to robią, ale sam nie byłbym w stanie.

No właśnie, każdy twój komiks porusza inną tematykę, jest w innym stylu i zastanawiałem się, czy należysz do tych artystów, którzy porzucają swoje dzieła, by zając się kolejnymi?

Zawsze sobie wyobrażałem, że debiut komiksowy dla rysowniczki czy rysownika jest wielkim przeżyciem, ale pamiętam, że kiedy miałem w rękach mój pierwszy komiks „Ostatni przystanek”, to myślami byłem przy kolejnym projekcie. Przekartkowałem go, ucieszyłem się, że był bardzo dobrze wydany, ale wzruszyłem rękami nad jego przyszłością.

Ja lubię eksperymentować, rzucać sobie nowe wyzwania. Dla mnie każdy nowy komiks jest polem do próbowania innych rozwiązań i bagażem doświadczeń, dlatego też staram się robić je inaczej, trochę pokręcić i pobawić różnymi rzeczami.

Czy czujesz, że z każdym kolejnym albumem jesteś lepszym komiksiarzem?

fb_img_15555845152653292575288520545872.jpg
„Zasada Trójek to miasto nieskończenie ciągnące się we wszystkich kierunkach” – źródło: Spellbook (na FB). Kadr z planowanego komiksu autorstwa Tomka Grządzieli.

Zdecydowanie. Wspominając „Ostatni przystanek”, nie uważam go za jakiś dobry komiks, bo dla mnie był wyłącznie formą treningu. Sprawdzałem się nim, czy potrafię odnaleźć się w dłuższej formie.

Kiedy patrzę na moją twórczość, to staram się wyciągać z niej wnioski i analizować moje błędy. Komiks, który teraz rysuję jest kumulacją moich poprzednich komiksów. Nie mógłbym go wcześniej zrobić, bo będzie w nim to, czego dotychczas nauczyłem się moimi poprzednimi produkcjami. Pewnie dlatego zajmuje mi najwięcej czasu. Scenariusz pisałem rok i nadal nad mim pracuję, bo gdy zacząłem go rozrysowywać, to musiałem wszystko wyrzucić do śmieci. Przy kolejnej próbie było podobnie i dopiero teraz czuję, że jestem zadowolony a zarazem podekscytowany. To będzie najlepszy komiks, jaki zrobię.

Czy kiedy piszesz scenariusz, zastanawiasz się nad projektem okładki, podziałem na rozdziały, ich tytułami i tym podobnymi sprawami?

Bywa z tym różnie. Kiedy rysowałem „Wszechksięgę” to od początku wiedziałem, jaki będzie tytuł, ale z okładką miałem problem. Niby jest fajna, ale coś mi w niej nie siedzi. Kiedy piszę scenariusz, w głowie układa mi się rozkład kadrów, widzę kolory a nawet postacie. Czasami zaś muszę przysiąść nad kartką, żeby je stworzyć.

Na przykład teraz dopiero myślę nad tytułem komiksu, nad którym obecnie pracuję, ale na razie mam tylko roboczą nazwę „Zasada Trójek”, z którego nie jestem przesadnie zadowolony.

Chodzi o to, że jest to olbrzymie miasto, gdzie rozgrywa się akcja komiksu, które nosi nazwę Zasada Trójek. Nie jest to jakoś bardzo ważne dla fabuły ani nie jest metaforą. No, może jest tylko chwytliwym tytułem, który nie oddaje treści.

Czytając recenzje „Wszechksięgi” spotkałem się z opiniami, że jest ładnie opakowany, ale w treści nijaki. Co bardziej boli artystę, że zawiódł oczekiwania, czy że spotkał się z krytyką?

okladka-600.jpg
Wszechksięga – okładka komiksu. Autor: Tomasz Grządziela, wydawnictwo: Wydawnictwo Komiksowe, źródło: materiały promocyjne wydawcy

Jak dla mnie, krytyka jest zawsze mile widziana. W tym przypadku przyznaję rację niezadowolonym, bo zawiodłem samego siebie. To jest historia, która napisałem w trzy dni, bo siedziała w mojej głowie od lat. Była tam od czasów „Ostatniego przystanku” i ciągle się rozrastała. Miało tam być dużo przepychanek dworskich, knowań i takich tam, ale dostałem w ręce fantastyczny komiks Toma Goulda pt. „Mooncop” i nagle coś mi się przełączyło w mózgu. Pomyślałem, że moja historia wcale nie musi być tak skomplikowana. Zrobiłem ją znacznie prostszą, ale wyszło bardziej prostacko. Powinienem to bardziej przemyśleć. Dlatego tak długo piszę swój obecny komiks.

Spotkałem się z opiniami, że „Wszechksiega” jest bardzo długim dowcipem i to mnie zabolało.

A czy miał być formą zabawy, dowcipu z formy czy krytyką władzy?

Ja kocham historie, które kończą się porażką. Jestem nimi zafascynowany. Dla mnie miał to być komiks o szamotaniu się człowieka z zakończeniem. W związku z tym, że jestem ateistą, dla mnie nie ma nic po śmierci. Tak bardzo, że tego „nic” nie da się niczym wypełnić. Ludzie są tak bardzo zakochani w sobie, że wydaje im się, że kiedy nastąpi koniec świata, to opadnie kurtyna, wszyscy wstaną i zaczną bić brawa. A kiedy wyginiemy, nawet nie zdamy sobie z tego sprawy. Wyobrażałem sobie, że wiedząc o zbliżającej się zagładzie, coś będziemy próbowali zrobić, ale będziemy bezsilni i nagle komiks po prostu się skończy, tak jak nastąpi nasz koniec.

Nie będzie sceny po napisach.

Dziękuję za wywiad.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s