Zorrito z Polski

Tydzień z Malutkim Liskiem i Wielkim Dzikiem.

Druga część rozmowy Artura Wabika z Bereniką Kołomycką podczas Salonu Komiksu 2018.

Odejdźmy trochę o sposobu pracy i oczyszczania aury, do tego nad czym pracujesz. Ostatnio stworzyłaś bardzo ciekawą krótką formę do antologii „100 na 100. Antologia komiksu na stulecie odzyskania Niepodległości” pt. „Szczypiorniak”. Czy możesz opowiedzieć nam coś o tym komiksie, czyj to scenariusz, jak to wszystko się odbywało?

To jest bardzo duża inicjatywa promowana przez Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne i Tomka Biernackiego. Początkowo to miało być dziesięć komiksów mieszczących się na stu stronach, ale projekt bardzo się rozbudował. Pojawiło się tam wielu twórców o znamiennych nazwiskach, jak Kasprzak albo Polch czy Papcio Chmiel. W październiku ubiegło roku zostałam zaproszona przez Witka Tkaczyka z wydawnictwa Zin Zin Press, który aktywnie działał przy organizacji tego projektu. Od razu zaznaczyłam, że bardzo chętnie wezmę w tym udział, ale nie chcę rysować mordowania, karabinów i tym podobnych.

No właśnie, jak robić martyrologiczny komiks bez takich atrybutów, jak broń, oręże czy konie?

Początkowo miał dla mnie robić scenariusz Grzegorz Janusz, ale właśnie tam było więcej walk i samej wojny, więc później rozpoczęłam współpracę z Pawłem Niewiadomym. To jest młody człowiek, który nie miał do tej pory do czynienia z komiksami, ale na co dzień pisze sztuki teatralne. Teoretycznie to są podobne dziedziny, jeśli chodzi o myślenie o akcji i jak to mogłoby wyglądać względem treści.

Bardzo ciekawa uwaga, bo mam wrażenie, że scenariopisarstwo komiksowe nie przecina się z dramatopisarstwem, a przecież – pomijając scenariusze filmowe – to najbardziej zbliżone gatunki.

_bw844342929055346521459233.jpg

Problem jest taki, że teatr jest miejscem słowa i jak masz aktora, który ma scenę monologu, która ma trwać piętnaście minut, no to jesteśmy w stanie za nim nadążyć, za jego mimika, ekspresją i to nie będzie nudne. Natomiast w komiksie, gdyby ktoś przeprowadził monolog na kolejnych pięćdziesięciu stronach, wmontowując tam sam tekst, to byłoby to bardzo trudne i podejrzewam, że mało kto mógłby temu sprostać. Kiedy więc Paweł wysłał mi pierwszy scenariusz i gdy mu to rozrysowałam na prostym storyboardzie, to wyszło, że komiks ma szesnaście stron, a miało być tylko dziesięć. Z tego też powodu, metodą prób i błędów, on to wszystko pościnał do dwunastostronicowej historii. Trochę się przy tym krzywił, ale jednocześnie był bardzo ugodowy. W ogóle bardzo dobrze mi się z nim współpracowało jako ze scenarzystą.

A jak już wspominałam, że nie chciałam tam militariów i źle się czuję w stylu realistycznym, to dostałam historię o szczypiornistach, czyli o legionistach, którzy zostali internowani do obozu w Szczypiornie. To byli młodzi chłopcy, których rozsadzała energia a nie mogli się realizować. Do tego warunki były fatalne i ich morale spadało. Z tego też powodu ich starsi stopniem koledzy starali się wymyślić jakieś rozwiązanie i z tego wzięły się różne aktywności fizyczne, a później „szmacianka”, która była pierwowzorem późniejszej piłki ręcznej, zwanej u nas szczypiorniakiem. Ta zabawa przerodziła się w rozgrywki pomiędzy innymi więźniami z tego obozu, również innych narodowości.

To jest bardzo piękny komiks, w nastrojowej barwie i w kresce, bardzo frankofoński. To jest w gruncie rzeczy nowa estetyka w twojej twórczości i zastanawiam się, czy masz poczucie, że doszłaś tym komiksem do etapu, którego wcześniej poszukiwałaś? Czy jest w jakiś sposób przełomowy dla ciebie?

To jest tak, że ja trochę wróciłam do tego, co bardzo lubiłam będąc jeszcze na studiach, do tamtej kolorystyki, do malowania. Zatoczyłam jakby koło i poczułam, że pewne rzeczy robię intuicyjnie. Ten komiks jest wykładnią tego, co wcześniej widziałam, co zapamiętałam, bo mi się podobało. Po prostu nie jesteśmy od tego wolni i jak coś zobaczymy to pewnie to kiedyś wykorzystamy, tak działa nasz mózg. Ten komiks robiłam z pełną świadomością, że może się nie pojawić w tej antologii wcale, bo będzie zbyt malarski, za mało realistyczny i po prostu nie będzie pasował.

Raczej nie zdradzimy żadnej tajemnicy, kiedy opowiesz coś o swoich planach.

„Lisek i dzik” będzie towarem eksportowym, czyli będzie wydany w Hiszpanii.

Tam chyba znają liski, ale czy dziki?

Po hiszpańsku lis nazywany jest „zorro” więc serial, czy film z Antonio Banderasem, który wiele osób oglądało jest po prostu o lisie, natomiast lisek to jest „zorrito”.

A jak będzie nazywał się ten drugi?

Nie umiem tego powiedzieć po hiszpańsku, choć wiem jak to się pisze.

img_20181028_145918513~25366203262186030993..jpg

Czekamy więc na liska i dzika po hiszpańsku, jak też na inne twoje prace. A co to będzie?

„Szczypiorniak”, czyli komiks historyczny, był taką wprawką przed projektem, za który się właśnie bardzo mozolnie zabieram. Na tę chwilę nie za wiele mogę powiedzieć, bo jestem na etapie zbierania materiałów. Zastanawiam się też, jak to ugryźć, bo to będzie bardzo rozbudowana historia. Komiks będzie oparty na wspomnieniach mojego dziadka i jego brata z czasów II Wojny Światowej. Mój dziadek był w konspiracji przyobozowej i organizował m.in. ucieczki z obozu Auschwitz, natomiast jego brat był więźniem tego obozu, któremu udało się stamtąd uciec.

Wspomniałaś, że „Szczypiorniak” był wprawką. Czy chodziło o tematykę obozową?

Bardziej chodziło mi o to, żeby wyczuć, jak się odnajdę emocjonalnie w takim temacie jakim jest wojna i czy uniosę to plastycznie.

Ale co z tymi karabinami, mundurami, których nie lubisz?

Moja historia nie będzie wykładnią, jak to kiedyś wszystko wyglądało, bo takich komiksów, książek i publikacji jest bardzo dużo. Ten projekt będzie polegał na czymś innym. Ja jestem tu i nie mam odpowiedzi na wiele pytań, które mnie nurtują i tak w takim samy miejscu są młodzi ludzie, do których chcę skierować ten album, też mogą mieć takie rozterki. Chciałabym być dla nich takim łącznikiem pomiędzy pokoleniem naszych dziadków i naszym. Wydaje mi się, że jest między nami jakaś luka, bo często wspomnienia tamtych czasów były albo wypierane, albo przemilczane, albo zapomniane. Mój dziadek niewiele opowiadał swoim dzieciom.

Wydaje mi się, że także moi rodzice, którzy urodzili się w latach pięćdziesiątych, nie byli zainteresowani pogłębieniem mojej wiedzy o tamtych czasach. Przynajmniej nie przekazywali mi żadnych opowieści i jedyne co wiem, to z dokumentów, które pozostały po dziadkach. Pewnie faktycznie istnieje jakaś luka pokoleniowa.

Przede wszystkim, historia lubi się powtarzać. Mam wrażenie, że za każdym razem zatacza koła, dlatego należy uważniej się przyglądać temu co się kiedyś działo, bo popełniamy te same błędy.

Jaka jest planowana objętość tego albumu i wstępny czas realizacji?

Nie mam pojęcia jak to będzie duże, ale myślę, że to ukazałoby się około 2020 roku.

Czy planujesz zastosować technikę podobną do tej ze „Szczypiorniaka”?

W związku z tym, że tam będą przenikać się dwie rzeczywistości, gdzie w jednej ja będę bohaterką, a w drugiej moi przodkowie, to część będzie czarno-biała, a kolejna akwarelowa. Na tę chwilę mam taki pomysł i tak to widzę, ale na razie to jest mocno abstrakcyjne, ponieważ nie zrobiłam jeszcze żadnych szkiców. Dosłownie, jestem na samym początku pracy.

Rozumiem, że na razie głównie o tym myślisz, planujesz?

Już byłam w paru miejscach. Mam też spisaną część wywiadów z ludźmi, których widziałam pierwszy raz w życiu, choć jest to moja rodzina. To jest bardzo ciekawe i myślę, że każdy z nas powinien spróbować dowiedzieć się jaka była przeszłość jego przodków. Przecież ci wszyscy ludzie, którzy byli przed nami stanowią o nas i to jest bardzo ciekawe, żeby dowiedzieć się jak oni funkcjonowali, gdzie byli i gdzie są teraz.

Jednocześnie nie każda osoba, która chce się czegoś dowiedzieć o swoich przodkach od razu przetwarza to na dzieło. Niektórzy chcą tylko wiedzieć, a ty oprócz tego również opowiedzieć, czy tak?

Wydaje mi się, że ta historia jest po prostu bardzo ciekawa. Obecnie mówi się o wielu rzeczach historycznych czy politycznych, ale niekoniecznie z perspektywy zwykłego człowieka.

Już jutro ostatnia część rozmowy, z której m.in. dowiesz się jak uszczęśliwić Jacka Świdzińskiego i czy komiksy Bereniki doczekają się ekranizacji.

W ramach tygodnia z Liskiem i Dzikiem ukazały się:

Dzień 1 – Mazie i kreski w dymku, gdzie na facebooku zaprezentowałem autorkę podczas malowania obrazków dla fanów.

Dzień 2 – Okładkowe perełki w dymku, gdzie spróbowałem wyjaśnić, jak trudną sztuką jest… gra w tenisa ziemnego.

Dzień 3 – Pierwsza część rozmowy Artura Wabika z Bereniką podczas Salonu Komiksu w Krakowie.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s