Żbik nasz powszechny

Wydawnictwo Kurc ogłosiło, że podczas najbliższego MFKiG zaprezentuje książkę o Kapitanie Żbiku. Jako że jestem wielkim zwolennikiem literatury przybliżającej nam historię komiksu, twórców czy po prostu, ciekawych historii z dymkami w tle, tak nie mogę nie przyklasnąć tej inicjatywie. Mimo mojego entuzjazmu spowodowanego tą publikacją, mam z nią drobny zgryz.

„Żbiki” – jak je potocznie nazywano – nigdy nie były moimi ulubionymi komiksami. Zdaje się, że miałem jeden albo dwa zeszyty (pamiętam ten, kiedy kapitan uczył dzieci judo, żeby mogły bronić się przed chuliganami). Jedynie co mnie w nich bardzo ciekawiło, były historie z ostatniej strony z serii „Za ofiarność i odwagę”, gdzie pokazywano zwykłych ludzi, którzy ratowali innych. Bardzo chciałem, żeby kiedyś taki krótki komiks powstał o moim tacie, który – co oczywiste, był dla mnie, małego bajtla – największym bohaterem. Niestety, w moim miasteczku nikt nie topił się w rzece, nie płonął w pożarze, czy wypadał z okna. No, po prostu, jak pech to pech.

img_20180714_132226082940424686786396312.jpg
Strona „Za ofiarność i odwagę” w jednym z komiksów oraz pamiątkowy medal.

Nigdy też nie połknąłem bakcyla „żbikomanii” i teraz też jakoś nie wzdycham z rozrzewnieniem do dawnych czasów i nie uznaję tej serii za kultową. Może miałem spaczone dzieciństwo, a może jakimś zrządzeniem losu udało mi się uniknąć łopatologicznej indoktrynacji. Choć może to nie ślepy los, ale moi rodzice, bo akurat „klossów” miałem mnóstwo.

Trochę historii, w niektórych kręgach uważanej za przynudzanie.

W minionej epoce instytucja, która miała dbać o bezpieczeństwo obywateli, czyli dzisiejsza policja była milicją, dla niepoznaki zwaną obywatelską, i dbała o bezpieczeństwo władzy ludowej. Z tego też powodu milicja (w skrócie MO) niespecjalnie była lubiana przez ludzi. Co ciekawe, komiksy wcale nie były lubiane przez władzę, ponieważ uchodziły za wytwór amerykańskiej kultury i w peerelowskiej rzeczywistości nie miały racji bytu. Unikano więc nazwy komiks, a jeśli coś na kształt tego medium już się pojawiało, to zastępowano je określeniem kolorowe zeszyty. Złośliwość losu sprawiła, że ten pogardzany pomiot imperialistycznego świata stał się znakomitym nośnikiem propagandowym w świecie socjalistycznym.

Komiks na pomoc.

W takich oto okolicznościach Władysław Krupka (skądinąd pracownik MO) przedstawił pomysł na ocieplenie wizerunku tej instytucji przez wykreowanie postaci oficera milicji, który miał pokazywać jak odpowiedzialna jest „służba” dla obywateli. Okazało się, że pomysł się sprawdził. Przez lata zmieniali się rysownicy i scenarzyści, ale dydaktyczno-propagandowy standard komunikacji już nie.

img_20180714_132214370_burst000_cover_top6903833029727155760.jpg
Komiksy z serii Ryzyko, czyli początki przygód kapitana Żbika.

Opowiastki te stały się bardzo popularne. Produkowano je w nakładach dziś niewyobrażalnych, bo idących w setki tysięcy egzemplarzy. Można powiedzieć, że stały się znakiem firmowym epoki, którą to niektórzy wspominają z rozrzewnieniem (prawdopodobnie dlatego, że w niej nie żyli), którą dziś próbuje nam się przedstawić jako czas komedii filmowych, niebanalnej sztuki i „osiągnięć” polskiej myśli technicznej,

Kapitanologia.

1b-kapitan-zbik-portret-pami7831825953576031937.jpg
Źródło: Materiały promocyjne De Facto

Cieszę się cykl książek od wydawnictwa Kurc zwany „Komiksoteką” powiększa się o kolejny tom (dopiero drugi), bo wydawało się, że na „Komiks – opowiadanie obrazem” może się skończyć.

Warto wspomnieć, że w ubiegłym roku ukazała się książka p.t. „Kapitan Żbik. Portret pamięciowy” Mateusza Szlachtycza z udziałem Maxa Suskiego, która świetne przedstawia realia w jakich komiks powstawał. Rozbija też na czynniki pierwsze wszystkie aspekty powstawania serii i pokuszę się o stwierdzenie, że jest książką kompletną.

Z tego tez powodu zastanawiam się, co nowego dowiem się z publikacji wydawnictwa Kurc, która z pewnością nie uniknie porównań do pozycji Szlachtycza. Czy będzie to ta sama historia opowiedziana na nowo, czy może autor (lub autorzy, bo tego jeszcze nie wiemy) przedstawi nam całkowicie inne spojrzenie na postać kapitana Żbika? Ze swojej strony bardzo bym tego chciał, bo w innym wypadku taka książka nie miałaby sensu.

Świetnie, że badacze sztuki komiksowej zaczynają eksplorować świat wykreowanych bohaterów, choć warto pamiętać, że nie tylko Żbikiem polski komiks stoi. Przez sto lat stworzono dziesiątki niezapomnianych postaci, które równie dobrze można zaprezentować w książkach. Miło byłoby wiedzieć, że w naszej pamięci pozostał jeszcze ktoś inny niż tylko wytwór komunistycznej propagandy. Może właśnie w ramach „Komiksoteki” poznamy kulisy tworzenia innych serii graficznych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s