Na początku był szok

Wywiad a Arturem Wabikiem, kuratorem wystawy Teraz Komiks! w Muzeum Narodowym w Krakowie.

Jeszcze kilka lat temu zastanawialiśmy się, czy komiks można nazwać sztuką czy też nie. Dziś to medium jest prezentowane w muzeum i to nie byle jakim, bo w Muzeum Narodowym w Krakowie. Czy to jest dla Pana nobilitacja, czy też ukoronowanie drogi komiksowej?

IMG_20180301_121515128~2.jpg

Mam to poczucie tryumfu, że po raz pierwszy – w instytucji tej rangi – komiks jest prezentowany na tak okazałej wystawie. Do tego na tak długotrwałej, bo przecież ekspozycja będzie trwała pięć miesięcy.

We wstępie do katalogu wystawowego napisałem, cytując Macieja Parowskiego, że dla mnie komiks jest „tańcem w skończonej budowli sztuki”. Dorastałem w takim przeświadczeniu, że to jest dziedzina sztuki, która ma swoje odbicie w kulturze popularnej i nigdy nie przychodziło mi do głowy, żeby to kwestionować.

Powinien chyba zacząć od najbardziej oczywistego pytania, czyli dlaczego warto zobaczyć tę wystawę i do kogo jest skierowana?

Dołożyliśmy starań, żeby to była wystawa, która wiele wyjaśnia. Przytoczę tu kilka liczb. Osiemdziesiąt tysięcy znaków tekstów opisowych zostało przygotowanych na tę wystawę. W tym opisy postaci, biogramy autorów, ale też teksty problemowe dotyczące poszczególnych epok czy zjawisk, jak choćby prasa w okresie międzywojennym, która odegrała bardzo dużą rolę w popularyzacji komiksów.

Ale to nie wszystko, bo tutaj każdy znajdzie coś dla siebie. Zarówno starsi czytelnicy, którzy pamiętają te publikacje z początku lat pięćdziesiątych, a może nawet z okresu międzywojennego. Jeśli więc przyjdą tu osoby wiekiem zbliżonym do Wojtka Jamy, to będą się zachwycać pierwszymi komiksami jak choćby Szancera czy Kobylińskiego. Spotkają się z Gąską Balbinką i Kurczakiem Ptysiem, których pamiętają nie z dobranocek, ale ze Świerszczyka, gdzie te postacie debiutowały.

Młodsi, czyli pokolenie trzydziesto-czterdziestolatków może się zachwycić bohaterami z czasów PRL, jak Kajko i Kokosz, Tytus, Romek i A’Tomek, Kleks i może dziś mniej rozpoznawalnych, jak Bąbelek i Kudłaczek autorstwa Tadeusza Baranowskiego. Są też komiksy współczesne, które powinny zainteresować wszystkich.

Jak współpracuje się z takimi instytucjami jak Muzeum Narodowe?

img_20180301_13260337794004673.jpg

Zarówno dla nas, czyli Wojtka Jamy, Tomka Trzaskalika i mnie, ale również dla muzeum był to debiut. Można powiedzieć, że to jest nasz wspólny pierwszy raz, a zarazem bardzo interesujące doświadczenie. Muzeum posiada ogromne zasoby ludzkie i sprzętowe, na które nie moglibyśmy sobie pozwolić w żadnych innych warunkach. Zarówno salony wystawiennicze typu BWA, jak i galerie sztuki współczesnej czy domy aukcyjne, nie mają takich możliwości. Powstał też piękny katalog o objętości 220 stron, w dwóch językach (polskim i angielskim), który miałem przyjemność redagować. Wszystko to jest czymś, czego w innych okolicznościach prawdopodobnie nie udałoby się nam stworzyć.

Warto dodać, że Muzeum Narodowe jest przyzwyczajone do pokazywania całkowicie innych treści i początkowo dla wszystkich nas to było szokiem, ale wspólnie wyszliśmy z tego obronną ręką.

Który z elementów tej wystawy jest Pana ulubionym?

Zdecydowanie jest to pracownia Papcia Chmiela. Jestem za nią odpowiedzialny osobiście i od samego początku moją rolą było „ukomiksowienie” wszystkich eksponatów. Własnoręcznie kilka z nich malowałem. Nadzorowałem produkcję wielu modeli, które powstawały w pracowni modelarskiej, żeby wszystko pasowało do koncepcji. Jestem z niej niezmiernie dumny.

Nie boi się Pan, że nie każdy zrozumie komunikatu, żeby „dzieci wprowadzać na smyczy”?

Jest to dokładny cytat z komiksu. Takie ogłoszenie pojawiło się przy wejściu do pracowni słynnego Papcia. Zabawne to było wtedy, gdy sami byliśmy dziećmi i takim też wydaje się być obecnie. Chyba dziś również powinno budzić wesołe skojarzenia.

img_20180301_122524005218666091.jpg

Czy przygotowując tę wystawę wzorowaliście się na innych, czy jest to wasz pomysł?

Śmiało mogę powiedzieć, że to jest całkowicie nasz autorski pomysł. Dużą rolę odegrał tutaj Tomek Trzaskalik, architekt, który zaprojektował całość wystawy. Mówię to w sensie przestrzennym, czyli układ, narrację, jak się będzie przez nią podążało. Wszystkie takie twarde, budowlane sprawy były w jego gestii. Natomiast scenografia, rekwizyty i różnego rodzaju aranżacje, jak choćby kanapa, czy meblościanka są owocami jakiejś dyskusji.

Oczywiście, znamy muzea w Brukseli czy Angouleme i kilka innych podobnych placówek poświęconych komiksowi i do budowy takiej placówki w Polsce chcielibyśmy doprowadzić. Najlepiej żeby to było w Krakowie, bo to był nasz główny pomysł.

Dziękuję za rozmowę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s