Kiedyś marzyłem o takich czasach

Rozmowa z Wojciechem Jamą, kuratorem wystawy Teraz Komiks! w Muzeum Narodowym w Krakowie, a zarazem właścicielem eksponowanej kolekcji.

Jak długo zbiera się taką kolekcję?

Można powiedzieć, że ja ją zbieram od zawsze. Choć na początku nie było to właściwym kolekcjonowaniem sztuki komiksowej, ale bieżącymi zakupami. I to nawet nie przez mnie, ale przez moich rodziców, jak historie obrazkowe z twórczością Butenki, a później Świat Młodych. Dopiero potem stopniowo fascynacja we mnie wzrastała. Zbierałem zarówno komiksy w wersji gazetowej w odcinkach, które wycinałem i wklejałem do zeszytów, jak i samodzielne albumy, jak choćby przygody kapitana Żbika, Klossa, czy Tytusa, Romka i A’Tomka. Nie było to jeszcze świadome kolekcjonowanie, bo to pojawiło się dopiero po latach, kiedy moja fascynacja komiksem się rozwinęła.

Kto był inicjatorem pomysłu, żeby ta wystawa znalazła się właśnie w Muzeum Narodowym w Krakowie?

Chyba doszliśmy do tego wspólnie, wraz z Tomkiem Trzaskalikiem i Arturem Wabikiem. Postanowiliśmy spróbować podzielić się pomysłem wystawy czasowej prezentującej komiks. Koledzy umówili spotkanie z dyrekcją Muzeum Narodowego, gdzie opowiedzieliśmy czym są te zbiory, zaprezentowaliśmy naszą wizję ekspozycji. Jak na początku byłem bardzo sceptyczny do tej idei, ponieważ wiele razy słyszałem, że komiks jest zbyt niepoważny i niegodny zainteresowania takich instytucji, tak okazało się, że w tym wypadku dyskutowaliśmy o sztuce komiksu. Bardzo szybko przeszliśmy do konkretów, czyli terminu wystawy, a potem zaczęły się prace, które trwały ponad rok.

Jak podzieliliście się obowiązkami?

Muszę przyznać, że największą część pracy wykonali moi koledzy, ponieważ oni byli na miejscu. Tomek Trzaskalik, który jest architektem, opracował całą aranżację, zaś Artur Wabik zredagował katalog wystawy. Obydwaj angażowali się we wszystkie prace pilnując, żeby wszystko zmierzało we właściwym kierunku. Do tego wsparli nas pracownicy muzeum, poczynając od konserwatorów po techników. To jak ta wystawa się prezentuje jest zasługą wielu ludzi i ja jestem im niezmiernie wdzięczny.

Osobiście znam osobę, która stwierdziła, że teraz nikt nie czyta komiksów.

To się mocno pomyliła, bo wystarczy zerknąć do Internetu, ile jest polskich wydawnictw komiksowych, ilu polskich twórców jest obecnie publikowanych i jakie zagraniczne przekłady się ukazują. Jestem przekonany, że bardzo by się zdziwiła. Kiedyś marzyłem, żeby doczekać chwili, kiedy u nas będą wydawane normalne albumy komiksowe. Dziś jest taki czas i mało tego, teraz muszę mocno się głowić, co kupić do mojej biblioteki, bo ukazuje się tego tak dużo, że brakuje mi miejsca i funduszy, żeby to zbierać. To oznacza, że jest popyt na komiksy i są coraz popularniejsze.

A co znajdą na tej wystawie ci co czytają komiksy i lubią to medium?

Przede wszystkim ponad 150 nominalnych prac. Najmocniej chyba jest reprezentowany Janusz Christa, ale też Tadeusz Baranowski, Szarlota Pawel, Papcio Chmiel wielu innych. Są też takie smaczki, choć dosyć skromnie reprezentowane, jak oryginalny kadr z historii obrazkowej Jana Marcina Szancera, który przede wszystkim znany jest u nas jako ilustrator książek. Można zobaczyć niepozorną serię kilku malutkich zeszytów autorstwa Jerzego Karolaka, czyli „Niezwykłe przygody Michasia Pogody”. Jest to rzecz wydana w latach pięćdziesiątych, a sam autor był twórcą ilustracji do słynnego elementarza Falskiego, z którego wiele pokoleń – w tym również ja – uczyło się. Są też ilustracje z „Przygód czterech pancernych” stworzone przez Szymona Kobylińskiego.

img_20180301_12562146913012500.jpg

Sympatyk medium odnajdzie tutaj całkowitą prahistorię, czyli albumy prekursora komiksu Rudolfa Topflera, czy Georgesa Collomba podpisującego się pseudonimem Christophe, a także Wilhelma Buscha. To byli ludzie, którzy swoimi cyklicznymi historiami przyczynili się do rozwoju sztuki obrazkowej. Jeśli chodzi o Polskę, to w jednej z gablot znajduje się folder reklamowy wydawnictwa Sport i Turystyka, gdzie jest mowa o „kolorowych zeszytach”, ponieważ we wczesnym PRL-u określenie „komiks” było zbyt amerykańskie.

Czy jest na tej wystawie eksponat, który darzy Pan szczególnym sentymentem?

img_20180301_1205048911624949100.jpg

Jest ich tutaj wiele, ale wspomnę o figurce dwóch duńskich bohaterów przedwojennych historyjek „Pat i Patachon”. Co ciekawe mają oni swój rodowód filmowy, ponieważ tam zaczynali, a później zaczęto tworzyć historie obrazkowe z ich przygodami. Po wojnie zmieniono im imiona na Wicek i Wacek. Prawdopodobnie ta figurka nie była produkowana seryjnie, ale stworzono tylko jeden egzemplarz jako prezent dla redaktora wydawnictwa, które publikowało przygody tychże bohaterów. Figurka stała na jego stoliku przez wiele lat, a później – przed pójściem na emeryturę – podarował ją jednemu ze swoich dziennikarzy. Tamten po zakończeniu pracy w gazecie próbował znaleźć dla niej stosowne miejsce i tak trafiła do moich zbiorów. Dziś stanowi atrakcję naszej wystawy „Teraz Komiks!” w Muzeum Narodowym w Krakowie.

Dziękuję za rozmowę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s