Tato nie wraca.

Recenzja komiksu „Obiecanki”.

Obiecałem sobie kupować mniej komiksów niż w latach poprzednich. Przy takim założeniu tytuły debiutantów nie miały u mnie szans. Na szczęście, po raz kolejny okazało się, że obiecywać to ja sobie jedynie mogę a rzeczywistość wyprowadza mnie z błędu.

obiecanki okladka
Źródło: Materiały promocyjne Kultura Gniewu

Tak oto zaopatrzyłem się w album Agnieszki Świątek p.t. „Obiecanki” wydany przez Kulturę Gniewu. Przeczytałem go dość szybko, raczej bez większej refleksji odłożyłem na półkę i… wtedy uruchomił się w mojej głowie niewidzialny klawisz „myślenie”. Oj, komiks ten zmusił mnie do zastanowienia. Choćby o tym, co mógłbym o nim powiedzieć więcej niż zrobił to wydawca, a on przedstawił treść fabuły następująco: „Dom, a w nim dwie siostry. Starsza jest odpowiedzialną dziewczynką i pilną uczennicą, co czyni z niej klasowy obiekt drwin. Młodsza ma zaledwie kilka lat i nie do końca zdaje sobie sprawę z powagi tego, co dzieje się wokół niej, wszystko chce zamienić w zabawę. Jest jeszcze mama, roztargniona i zmartwiona. Brakuje tylko taty… Ale przecież obiecał, że przyjdzie”.

Nie mogę powiedzieć.

Pewnie mógłbym się rozwodzić o treści i moich wnioskach płynących z lektury tego komiksu, ale zakończenie skutecznie knebluje mi usta i plącze palce u rąk. A jest ono na tyle zaskakujące (no może nie tak, jak finał „Szóstego zmysłu”), że ze zwykłej obyczajowej historyjki robi się ciekawy emocjonalny twist. Choć na dłuższą metę nie jest niczym niezwykłym, to na tyle ważnym, że nie mogę nic więcej powiedzieć, czy napisać.

No bo jak przekazać, co się stało z tatą skoro z treści komiksu to wynika? Niemniej, jakby się nad tym głębiej zastanowić, to znamy tylko relację bohaterki. Co więc mogło być powodem rozstania rodziców? Czy wpadli w rutynę życia codziennego, czy może któreś z nich postanowiło tę rutynę przerwać, a może mąż musiał się wyprowadzić z powodu pracy i postanowił sobie urządzić życie na nowo? Nie wiem nic ponad to, że często się kłócili. Bardzo chciałbym o tym z kimś podyskutować. Najlepiej z kimś, kto ten komiks przeczytał i nie zdradziłbym mu niespodzianki. A trzeba na to uważać, bo nieopatrznie rzucone słowo może okazać się „spoilerem”.

Ku przestrodze.

obiecanki strona 2
Źródło: Materiały promocyjne Kultura Gniewu

Na pewno mógłbym ten komiks polecić wszystkim tym trzydziestoparo – czterdziestolatkom, którzy pozakładali rodziny i mają dzieci. Funkcjonują w związkach na tyle długo, że może im się wydawać, że coś już się w ich relacjach wypaliło. Pewnie już zapomnieli, że kiedyś, w asyście świadków, obiecywali sobie, że nie „nie opuszczą się aż do śmierci”. Niektórzy mogą być przekonani, że powinni się z tego wycofać i znajdują sobie innych partnerów, rozstają się albo rozwodzą. Ten komiks pokazuje, jak wielkie spustoszenia w życiu dzieci powodują takie decyzje. Może warto byłoby spróbować naprawić swoje wzajemne relacje, ale tak na poważnie, a nie tylko pozorować swoje działania.

Wiem, wiem, że współczesne poradniki nakazują nie tkwić w takich związkach i sugerują rozłąkę. Rozstanie może wydawać się najwygodniejszą opcją, ale warto pamiętać jaką emocjonalną „hiroszimę” urządzi się swoim dzieciom. Tym, które akurat nie są niczemu winne a stają się mimowolnymi ofiarami egoizmu rodziców. Jest kilka scen w tym komiksie pokazujących, że bohaterka również nie próbuje nawiązać relacji ze swoimi rówieśnikami. Może dlatego, że musi dźwigać na swych barkach ciężar separacji rodziców, a może podświadomie stara się unikać bliskości.

W kontekście tej treści nie za bardzo podoba mi się przedstawienie postaci jako zwierzęta. To trochę odrealnia przekaz. Nie rozumiem tego zabiegu, choć bardzo lubię wykorzystanie antropomorfizmu. Coś, co genialnie sprawdziło się choćby w serii „Blacksad”, gdzie zwierzęta powłoka bohaterów idealnie pokrywa się z ich zachowaniem czy relacjami. W „Obiecankach” tego nie zauważyłem, ale może nie zrozumiałem intencji autorki.

Komiks ten raczej nie znajdzie się w „topkach” najlepszych historii „ever”, ale na pewno nie warto go ignorować. Przeczytaj ten debiutancki album, bo mimo iż historię taką jak ta opowiedziano już setki razy, to jednak chce się o niej dyskutować. No, przynajmniej mi.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s