Mówiono mi, że skończę na ulicy

Tydzień z Blerem.

Pierwsza część wywiadu z Rafałem Szłapą, autorem popularniej serii komiksowej „Bler”.

Pamiętasz swój pierwszy komiks, który narysowałeś?

Tak, był to western o kowboju Johnie i jego przygodach na dzikim zachodzie. Postacie przypominały modne dziś patyczaki. W związku z tym, że jeszcze nie potrafiłem pisać to prosiłem tatę, aby notował w dymkach wszystko co mu dyktowałem. Zrobiłem tego kilka części i, o ile na początku chciał współpracować, tak później zamiast literek wpisywał małe buźki, ale zwęszyłem podstęp i kazałem mu czytać. Okazało się, że za każdym razem była to inna treść.

A kiedy postanowiłeś, że wyciągniesz z szuflady swoje komiksy i zaczniesz je publikować?

Oj, tych z szuflady nie publikuję, bo nie nadają się do niczego. Choć przez lata narysowałem tego dużo, to tylko w ramach szkolenia warsztatu.

Zwykle w takich chwilach pojawia się pytanie o pierwsze zetknięcie z komiksem?

Dla mnie to były czasy dzieciństwa. Książeczki z Tytusem, Romkiem i A’Tomkiem czy „Relaxy”, które starałem się kopiować. Często było tak, że tamte historie były w odcinkach, z czego niektórych mi brakowało, dlatego sam rysowałem dalsze losy bohaterów.

Później pojawiła się Fantastyka i komiksy z serii „Ekspedycja” i „Funky Koval” Bogusława Polcha. Dla mnie były to najnowocześniejsze komiksy jakie znałem i nowa jakość. Raz, że miały bardzo nowoczesną i niesamowicie dopracowaną kreskę, co sprawiało, że wszystko co wcześniej pojawiło się w Fantastyce trąciło myszką. Dwa, że było tam bardzo dużo angielskobrzmiących słów i nazewnictwo, co wtedy robiło na mnie piorunujące wrażenie. Dziś może trudno sobie to wyobrazić, bo mamy dostęp do najznakomitszych komiksów czy to w księgarniach, czy Internecie. Wtedy też zrozumiałem, że najbardziej chciałbym poruszać się w tematyce fantastycznej i fantastyczno-naukowej.

Zdaje się, że komiksy superbohaterskie nie poruszyły ciebie tak bardzo?

Jeszcze przed czasami TM-Semic miałem kilka komiksów, które zdobyłem dzięki wymianie pokątnej w szkole, jak choćby Hulka po węgiersku czy Kapitana Amerykę. Zetknąłem się tam z innym sposobem rysowania i kadrowania. Dopiero później, gdy zaczęło się to ukazywać w Polsce, wiele z tych historii okazało się być wtórne i mierne. Ja miałem coś takiego z X-Men, które zbierałem przez dwa lata i po jakimś czasie zrozumiałem, że tam przewija się jeden motyw. Mianowice, bohaterowie siedzieli w swojej bazie, ktoś coś knuł i przeprowadzał skrytobójczy atak po czym mutanci ginęli i pod koniec komiksu pojawiało się pytanie „czy zginęli”? W kolejnej części okazywało się, że jednak nie, a potem odgryzali się prześladowcom i na koniec wszystko wracało do punktu wyjścia. Po kilku takich cyklach uznałem, że nie chcę już tego czytać.

DSC_1782
Rafał podpisujący swoje komiksy podczas Targów Książki w Krakowie.

Chociaż nie powinno się generalizować na temat komiksów amerykańskich, bo pomimo mojej krytycznej opinii o wielu historiach, to jednak dużo z nich wpłynęło na to co i jak dziś robię.

A co obecnie ciebie inspiruje?

Teraz otwieram rano FB, gdzie obserwuję Włocha Stefano Daddato, który dodaje różne swoje ulubione rysunki, co oznacza, że na dzień dobry mam serwowane z dziesięć zachwytów. Kiedyś o wielu rzeczach tylko się czytało, a dziś można je kupić w dwóch wersjach: w oryginale czy po polsku i podziwiać, jak to zostało zrobione.

Wydaje się, że masz wypracowany własny styl, choć często zmieniasz techniki pracy. Czy to wynika z chęci poszukiwania swojej drogi rozwoju czy nowej wizji tworzenia?

Bler-5_Człowiek-ze-światła_mini-7
Malowany „Człowiek ze światła”/Źródło: Blik Studio/Rafał Szłapa

Odpowiedź będzie raczej złożona. Czy mój styl jest ukształtowany? Podobno jest rozpoznawalny, choć ja nigdy nie nastawiłem się na posiadanie charakterystycznego stylu, gdzie wszystkie moje postaci miałyby np. szpiczaste nosy i „po tych nosach Szłapę rozpoznacie”. Jestem za to wierny moim fascynacjom z młodości i poszedłem w stronę rysunku realistycznego, gdzie – z natury – trudniej być charakterystyczny, bo w jakiś sposób naśladuje się rzeczywistość. Kiedyś na akademii (sztuk pięknych, gdzie Rafał studiował) mówili nam, że mamy szukać siebie i niektórzy z nas się w tym szukaniu zagubiło. Ja wiem na czym stoję, ale wciąż chciałbym się nauczyć więcej, bo tyle mnie zachwyca i jest tylu ludzi robiących wspaniałe rysunki, ze chciałbym się znaleźć w pobliżu tego co oni potrafią. Gdybym kiedyś stwierdził, że już umiem wszystko to byłby koniec, bo niczego więcej bym nie potrzebował. Myślę że potrzeba poszukiwania pcha człowieka do przodu.

A jeśli chodzi o różne techniki, to kiedyś mówiono mi, że skończę na ulicy, bo z rysowania nie da się żyć. Był czas -po akademii – kiedy myślałem, że będę robił różne projekty tzw. „graphic design”, ale mimo tego, że potrafię zaprojektować różne rzeczy, to nie czuję się w tym dobrze. Potem zaparłem się, że musi być ten rysunek i chcę się uczyć wielu rzeczy, żeby sprostać wymaganiom rynku. Na początku tworzyłem „storyboardy”, potem doszły do tego ilustracje, później okładki. Dużym polem, gdzie można wiele zdziałać był i jest „digital art”, a przez moją fascynację tym tematem rozpocząłem pracę w firmie robiącej gry komputerowe. Nawet odpowiadałem tam całkowicie za grafikę jednej z ich gier i to była fantastyczna sytuacja. Wydaje mi się, że taka „zmiennopolówka” jest dobrym sposobem żeby się nie zmęczyć . Jeśli tworzymy w ramach np. akwareli, to może zrobić coś w rysunku ołówkiem. Dzięki temu można odetchnąć i nabrać dystansu do swojej twórczości, bo kiedy się wróci do swojej poprzedniej techniki, to można na swoją pracę popatrzeć inaczej, coś poprawić.

Czwartą i piątą część „Blera” malowałeś, w części szóstej wróciłeś do rysowania, czyli do techniki z pierwszych trzech części. Czy to właśnie z tego powodu, który podałeś?

Ten styl mi pasował do tej konwencji, jaką przyjąłem w tamtych dwóch tomach, które stanowią zamkniętą całość. Części czwarta i piąta powstawały na etapie mojej pracy przy grach, kiedy z dużą łatwością szło mi robienie tzw. „digitalu”, ale było to również spełnienie aspiracji, żeby ten komiks był malowany, bo na początku Bler miał powstawać właśnie w tej technice.

Po przeczytaniu najnowszego Blera, albo bardziej po obejrzeniu tego tomu, przypomniałem sobie jeden z twoich wywiadów, gdzie wspominałeś o projekcie komiksu o Jerzym Wróblewskim. W mojej opinii styl szóstego Blera w jakiś sposób przypomina kreskę tego twórcy i czy może to oznaczać, że tamten pomysł jeszcze nie został pogrzebany?

Temat jest bardzo aktualny. Można powiedzieć, że wraz z Maćkiem Jasińskim w wolnych chwilach coś próbujemy z tym zrobić. A tak właściwie to „piłka jest po mojej stronie” i wkrótce to ruszy w jakimś kierunku.

Wydaje mi się, że to byłoby ciekawe, kiedy powstałaby historia o Jerzym Wróblewskim narysowana w stylu przypominającym jego rysunki.

Wszyscy z mojego pokolenia w jakimś stopniu wychowali się na „Żbikach”, „Figurkach z Tilos”, „Tajemnicy złotej maczety” i innych jego komiksach. Gdzieś to w człowieku siedzi, bo jak po wielu latach wróciłem do jego prac, to było niczym powrót do domu. W kilku przypadkach złapałem się na tym, że wiele rzeczy robię podobnie. Są też sytuacje, gdy zastanawiam się np. jak tu narysować fałdy na garniturze i znajduję to u Wróblewskiego. Jak dla mnie ten człowiek był „gigantem” i pod względem warsztatu czy techniki, choć na swój sposób jest postacią tragiczną, bo nigdy nie osiągnął tego, na co zasługiwał.

Z jednej strony mówisz o poszukiwaniach stylu, a z drugiej strony przekazujesz swoją wiedzę. Obecnie coraz częściej, gdy słyszy się o Rafale Szłapie to przy okazji prowadzonych warsztatów rysowania. Podoba ci się to?

To jest super, choć chyba będę musiał coś zmienić, ponieważ wypracowałem sobie pewną formułę, która bardziej jest zabawowa niż techniczna. Powiedzmy sobie szczerze, że na te spotkania przychodzą ludzie o bardzo różnych umiejętnościach i aspiracjach. W ubiegłym roku „warsztatowałem” głownie z dziećmi, które w żaden sposób nie chciały się nauczyć rysowania komiksów, ale za to chciały się dobrze bawić, co ja im umożliwiałem. Wymyślamy więc sobie jakieś historie, które one później rysują, a ja jestem takim Stanem Lee, który czeka na gotowe prace. Był to sposób przetrenowany na moich dzieciach i dlatego wiem, że działa.

A nie myślałeś o rysowaniu komiksów dla dzieci?

Ja chyba jestem zbyt przekorny i jak jest na coś moda, to ja tak nie chcę. A na poważnie, to chyba nie czuję do końca tej formuły. Na razie robiłem różne zlecenia dla wydawnictw dziecięcych i takie różne drobiazgi, ale ja chyba bardziej wolę straszyć niż bawić. Może gdybym się przemógł…

Z cyklu „Tydzień z Blerem” ukazały się:

Dzień 1. „7 twarzy Blera” – gdzie zaprezentowałem wszystkie komiksy z serii „Bler”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s