Wszędzie dobrze, ale na osiedlu najlepiej

Recenzja komiksu „Osiedle Swoboda”.

Mój problem z komiksami Michała Śledzińskiego polega na tym, że ile bym nie narzekał na autora to i tak sentymenty przeważają. Dlatego po raz kolejny sięgnąłem po jego odgrzewany (choć nadal smaczny) kotlet i dorzuciłem sobie znakomite drugie danie.

okladka-950
Okładka tomu zawierającego odcinki publikowane w Produkcie/ wydanie IV/ źródło Kultura Gniewu

Pisałem już o tym kiedyś, że jestem z pokolenia, które wróciło do czytania komiksów dzięki wydawanemu w latach 1999-2004 magazynowi „Produkt”. Głównym tego powodem były zamieszczane tam odcinki komiksu „Osiedle Swoboda” autorstwa popularnego Śledzia. Była to obyczajowa historia opowiadająca o najróżniejszych perypetiach kilku kolegów – Szopy, Niedźwiedzia, Kundzia, Wiraża i Smutnego – wspólnie przeżywanych na tytułowym osiedlu Swoboda. Wszystko działo się na spokojnie, wręcz leniwie. Bohaterowie wdawali się w długie dysputy na dowolne tematy, jak choćby o magazynach kobiecych. I niby nic się nie działo, a co chwila wynikały z tego jakieś „afery” z ich udziałem. A wszystko to w klimacie wczesnego Tarantino i Lubaszenki.

Po tym jak „Produkt” zakończył swój żywot, przygody grupy z blokowiska kontynuowano do 2006 roku w samodzielnej, sześcioodcinkowej serii kolorowych (za które odpowiadał Bartosz Ślesiński) zeszytów. Próbując przy okazji reaktywować zwyczaj sprzedaży kioskowej. W 2010 roku ukazało się wydanie zbiorcze „produktowych” historii, które było wielkim przebojem. Na fali sukcesu (nostalgii za dawnym Osiedlem) w 2014 roku Kultura Gniewu wydała komiks pt. „Niedźwiedź – spin-off” do scenariusza Śledzińskiego z rysunkami Kamila „Kurta” Kochańskiego (jednego z ekipy rysującej w Produkcie). I o ile „czasopismowe” wydanie doczekało się kilku wznowień, tak „zeszytówki” były tylko w sferze życzeń sympatyków serii. Nie wiem, do jakich komiksowych bóstw modlili się fani, ale wreszcie ich prośby zostały spełnione i na początku tego roku ten komiks doczekał się wydania zbiorczego. A żeby radości było znacznie więcej, wydano od razu dwa tomy – pierwszy z dawnymi historiami, a drugi z zeszytówkami. Wszystko to w twardych okładkach z obwolutami, do których specjalne grafiki przygotował Michał Śledziński.

OS 2
Okładka tomu zawierającego „zeszytową” część serii/źródło Kultura Gniewu

Jeśli w pierwszej części akcja skupiła się na głównych bohaterach, tak w tej Śledziu postawił na galerię postaci z drugiego planu. Zrobił to ze znaną tylko sobie maestrią, bo kogóż tam mamy. Jest Boss Drwal, lokalny baron narkotykowy, jest Chemiczny Ali, aspirujący do wyższej pozycji w hierarchii przestępczej, czy Pan Wrona, szef pirackiego radia Kreska, a przede wszystkim jest znana z epizodu w „Produkcie” grupa OPO (Osiedle Pod Ochroną), czyli Krieg, Roland i Dozorca. Wszyscy oni mają swój czas, który w mniejszym lub większym stopniu łączy się z losami głównych bohaterów. A tam również wiele się dzieje, choć najbliższe kilka zdań będzie zrozumiałe tylko dla fanów. Smutny rozstał się z Młodą i zamieszkał z Kundziem, Szopa rozwija swój biznes „ziołowy”, Wiraż oddaje się miłosnym uniesieniom wraz z Mariolką, a Niedźwiedź, jak to Niedźwiedź – pije i szuka pracy, trafiając na najbardziej niecodzienne zajęcia.

Całość jest bardziej sensacyjna, choć nie brakuje leniwych gadek o „niczym”, które tak bardzo urzekały w „Produkcie”. Widać, że Śledziński nie stracił swojego zmysłu do opowiadania o sprawach pozornie absurdalnych, dodając znakomity warsztat graficzny i bawiąc się stylami. Nadal, na swój pokręcony sposób, przedstawia uwczesną rzeczywistość, która współcześnie – w wielu aspektach – niewiele się zmieniła. Fenomenalnie sprawdziło się zastąpienie czerni i bieli kolorowymi planszami. Odniosłem jednak wrażenie, że im bliżej końca, tak akcja przyspiesza. Możliwe, że wpływ na to miały niezadowalające wyniki sprzedaży zeszytów i serię trzeba było szybciej zakończyć. Niespecjalnie mnie to dziwi, wszak na dystrybucji kioskowej sparzyło się już wielu, bo jakoś ta forma nie może przyjąć się w polskich realiach.

Stare polskie porzekadło „cudze chwalicie, swojego nie znacie” jak najbardziej może dotyczyć tego komiksu. Jeśli wtłacza nam się do głów, że powinniśmy czytać światową klasykę, to z dumą twierdzę, że w tym wypadku nasza, krajowa nie jest od niej gorsza. Tak, Osiedle Swoboda to już klasyka, którą znać trzeba, bo to kawał świetnej lektury i dodatkowo naszej rzeczywistości, nie tylko komiksowej.

Źródło ikony wpisu: Panteon.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s