Konga historia w obrazkach.

Jeśli jesteś po seansie najnowszej ekranizacji opowieści o King Kongu pt. „Kong: Wyspa czaszki”, albo znasz recenzje tego filmu i chcesz wiedzieć, czy istnieje jakaś dobra adaptacja komiksowa, to powinienem zaproponować Ci poniższą pozycję.

Okładka polskiego wydania / źródło Timof Comics 


Ekipa filmowa przybywa na nieznaną wyspę planując nakręcenie filmu w nietuzinkowych plenerach. Szczególnie, że znajdują tam wielką czaszkę (o tak, czaszka musi być). Początek „Kong the King”, czyli mojej propozycji komiksu, zaczyna się tak jak wiele innych o słynnej wielkiej małpie. Jednak dalsza część jest tylko bardzo luźną reinterpretacją znanej historii. Tytułowy Kong nie jest zwierzęciem, ale całkiem sporych rozmiarów człowiekiem, zamieszkującym tamtejszy ląd. Poznajemy go w chwili, gdy ratuje z opresji aktorkę, odtwórczynię głównej roli, co pewnie nie jest niczym odkrywczym. Filmowcy widząc wielkoluda, trochę z wdzięczności, a już na pewno wietrząc niezły interes, proponują wybawcy odwiedzenie miasta, na co ten szybko przystaje. Niewątpliwie, wpływ na tę decyzję ma też uroda uratowanej aktorki.

No cóż, perspektywa wielkiej przygody, wizja sławy i chwały jakimi łudzono bohatera nijak ma się do rzeczywistości. Sympatyczny wielkolud potraktowany zostaje przez „przemysł rozrywkowy” jak zwykły produkt, lub maszynka do zarabiania pieniędzy. To wszystko za wiele dla naszego poczciwca, który postanawia wyrwać się z „łap szołbiznesu”.

KongTheKing.indd
Strona z komiksu / źródło Timof Comics 

Jak widać, Osvaldo Medina, portugalski autor opowieści zaczerpnął garściami z filmowego pierwowzoru zmieniając jedynie pewne wątki. Niemniej, zetknięcie „dzikiego” z „cywilizacją”, gdzie granica między sławą a odrazą jest bardzo umowna, przedstawione zostało bardzo umiejętnie.  Choć to też nie jest niczym odkrywczym, bo historii takich powstało bez liku. Może tylko ze zmienionymi realiami i postaciami.

Jeśli scenariusz może wydać się wtórny to na wyróżnienie zasługują znakomite rysunki Mediny, którego precyzyjna kreska i lekkość stworzonych kadrów są imponujące. Postać Konga jest narysowana tak, że nie ma możliwości by go nie polubić. Wszystko jest utrzymane w beżach, czerni i bieli, czyli w klimacie dawnych filmów. Nawiązaniem do celuloidowych, niemych produkcji jest też brak jakichkolwiek dymków. Trzeba przyznać, że stworzenie komiksu, który przez ponad 140 stron jest interesujący dzięki rysunkom a nie dialogom, to nie lada sztuka. Niestety, nie polecam go osobom, które chwiałyby przeczytać tę opowieść wraz z dzieckiem. Jest tam kilka kadrów zdecydowanie nie dla najmłodszych.

Oprócz interesującej warstwy wizualnej pochwalić muszę jakość wydania. Całość oprawiona jest w twardą okładkę, z kredowym papierem w środku, bez żadnych błędów i uszkodzeń. Z drugiej strony, wszystkie komiksy od wydawnictwa Timof comics stoją na wysokim edytorskim poziomie, z czego powinniśmy się tylko cieszyć.

Choć nie ma tam nic rewolucyjnego, to patrząc przez pryzmat poziomu wykonania, odmiennego podejścia do znanej historii i wydania, jest to komiks warty poznania. Podobnie jak film, królujący na ekranach kin, który powiela znaną od lat fabułę, ale w nowej odsłonie ciągle potrafi być interesujący.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s