Lektura dla szkoły (choćby i latania)

„Nadejszła wiekopomna chwila… ” kiedy to doczekaliśmy się powieści z dymkiem jako lektury szkolnej. Od września edukacyjne szlaki będzie przecierała historia Janusza Christy pt. „Kajko i Kokosz: Szkoła latania”. Z punktu widzenia osoby, która pasjonuje się komiksami to wiadomość znakomita, choć czuję pewien niedosyt.

Okładka komiksu wydanego przez Egmont Polska

Jeśli chodzi o popularyzowanie komiksów to bardzo dobrze. Już dawno brakowało ich w zestawieniu szkolnych pozycji do przeczytania. Dotychczas w Polsce – zdaje się – w jednym z podręczników był tylko jednostronicowy fragment komiksu. A we Francji, czy Belgii, powieści z dymkami już od dawna są omawiane na lekcjach. Nie twierdzę, że młodzież francuska czy belgijska jest przez to mądrzejsza od naszej, ale na pewno ma większą świadomość komiksową. Osobiście wychowałem się na zeszytach Janusza Christy i darzę je szczególnym sentymentem. Te komiksy mają wyrazistych bohaterów i pasjonujące przygody.

A prywatne mam nadzieję, że może wreszcie Egmont zdecyduje się wydać tę serię w twardej oprawie, na co od dawien dawna czekam.

Na kłopoty… Kajko i Kokosz.

Zdaje się, że sam autor nigdy tego nie przyznał, ale inspiracją dla Christy byli dwaj Galowie, Asteriks i Obeliks. Choć podobieństw jest wiele, to fabuły obu komiksów są bardzo różne. Francuski odpowiednik jest trochę bardziej osadzony w realiach historycznych oraz czerpie garściami z dawnych miejsc i czasów. Polskie historie dzieją się w bliżej nieokreślonym Mirmiłowie i jego okolicach, czym zarządza ciapowaty hipochondryk, kasztelan Mirmił, który bez swojej ukochanej żony, Lubawy i jej zdecydowania byłby popadł w niejedną kabałę. Z licznych opresji, zarówno Mirmiła, jak i mieszkańców jego grodu, zawsze ratują dwaj zaufani wojowie, tytułowi Kajko i Kokosz. Kajko, to ten mniejszy i bardziej „rozgarnięty”. Kokosz zaś jest większy, ale wcale nie odważniejszy, a i (niejednokrotnie) również źródło licznych kłopotów. W sąsiedztwie Mirmiłowa znajduje się twierdza zbójcerzy (skądinąd, piękne określenie), gdzie twardą ręką włada Hegemon, który posępne mury swojego dworzyska zamieniłby na wygodniejsze lokum w pobliskim grodzie. Jego „prawą ręką” jest zaś Kapral, który czeka na potknięcie szefa, ale że autorytet ma niewielki, to knucie nie wychodzi mu na dobre. I tak oto jedni wymyślają kolejne podstępne plany by sąsiadów pokonać i które próbują wprowadzić w życie, a drudzy – po większych lub mniejszych perturbacjach – je obalają i dzięki temu zaprowadzają względny spokój w okolicy. Aż do kolejnego tomu…

Hm, ale dlaczego?

Nie wnikając w fabułę „Szkoły latania” zastanawiam się, czemu właśnie ten tom z kilkunastu innych przygód Kajka i Kokosza wybrano na lekturę. Czy aby na pewno wskazała go osoba kompetentna, znająca ten gatunek, czy może zadziałano w myśl zasady „a może komiks”. A jak pojawiła się idea, to trzeba było coś wymyślić i ktoś sobie przypomniał, że w dzieciństwie czytał „kajkiikokosze” i były fajne, a że w tytule jest „szkoła” to z pewnością coś pedagogicznego i na pewno można go wpisać do kanonu.

Nie ten poziom.

Jakkolwiek, jaki by nie był sposób wyboru, to strzał nie był najgorszy. Oj, można było trafić gorzej. Niemniej jednak, czemu to lektura na poziomie kas 4-6 a nie 1-3? W mojej opinii, na etapie wczesnoszkolnym sprawdziłby się lepiej, bo:

Po pierwsze primo, to prosta historia z wyraźnym morałem, gdzie dobro zwycięża, co wydaje mi się, że jest ważne w przypadku najmłodszych czytelników.

Po drugie primo, bohaterowie są wyraziści i nietrudno wskazać tych „złych” i tych „dobrych” nawet jeśli ukrywają swoje intencje.

Po trzecie primo, postacie są tak wspaniale narysowane, że z pewnością będą podobały się dzieciom.

Po czwarte primo, liternictwo jest czytelne i nie będzie sprawiało problemu osobom, które dopiero oswajają się ze słowem pisanym.

Po piąte primo, nie ma tam wulgaryzmów, a bohaterowie, jeśli mieliby już użyć jakiegoś „brzydkiego” słowa, to mówią coś takiego, że daj Boże, aby wszyscy tak się do siebie zwracali.

Po szóste primo, nie ma tam nieuzasadnionej przemocy. Nawet zbój Łamignat (tak, też jest taka postać) jest oazą spokoju.

Po siódme primo, sam na tych komiksach szlifowałem umiejętności czytania.

Czy szkoła podoła?

Czy polska szkoła jest przygotowana na komiks? A nawet nie szkoła, nauczyciele? Oczywiście, może teraz generalizuję, bo pewnie w środowisku pedagogicznym jest wielu entuzjastów komiksów, ale podejrzewam, że znaczna większość nie miała z historiami graficznymi kontaktu. Dlatego zastanawiam się, jak ludzie, którzy nie mieli styczności z tym medium będą potrafili zainteresować, a już na pewno nie zniechęcić młodych ludzi. Jeśli ktoś ma mylne pojęcie, że komiksy to tylko mangowe lolitki, „trykocioarstwo”, czy inne „kaczorydonaldy”, czego jest pełno w kinach i telewizji, to wydaje mi się, że będzie miał problem z poważnym podejściem do tematu. W końcu, inaczej omawia się książki, a inaczej komiksy. A kto z nas nie miał złych doświadczeń w tej materii, gdzie nawet najlepszą lekturę potrafiono „zabić” mechanicznym podejściem do tematu. Tutaj trzeba będzie omówić nie tylko treść, ale też porozmawiać o obrazie, a jak wybrało się tematykę „parahistoryczną” to zwrócić uwagę i na te elementy.

Więcej, więcej…

Ale jeśli już powiedziało się A i wpisało komiks do kanonu, to liczę na B i C, a nawet dalej. Komiks może być znakomitym punktem wyjścia do porozmawiania o poważniejszych sprawach. Gdzieś, oczami wyobraźni widzę „Kajka i Kokosza” na poziomie wczesnoszkolnym, choćby jako źródło do poznania, skąd pochodzą nasze imiona. Marzy mi się też któryś z komiksów Tomka Samojika, co byłoby pretekstem do rozmowy o przyrodzie. A w klasach wyższych choćby „Tytus, Romek i A’Tomek: Jak Tytus został malarzem” w kontekście wprowadzenia do świata sztuki czy „Łauma” do dyskusji o prasłowiańskich wierzeniach. Do tego choćby „Przygody Stasia i Złej nogi”, gdzie można zwrócić uwagę na problem niepełnosprawności. Liceum zaś, to wspominana przeze mnie w innym wpisie powieść graficzna „Maus. Opowieść ocalałego”, ale mogłyby to być nawet „Niebieskie pigułki” jako temat do rozmowy o AIDS.

Świat komiksów jest na tyle duży, że można z niego czerpać garściami. Wiele z nich ma walory edukacyjne ukryte pod płaszczykiem rysunkowych historii. Znalezienie dobrego źródła nie byłoby problemem. Trzeba tylko spróbować, bo choć uczyniono pierwszy, nieśmiały kroczek, czas na kroki siedmiomilowe.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s