Na co komu dziś… Rzecz o kolekcjach komiksowych.

Od kilku tygodni polski rynek wydawniczy może poszczycić się kolejną serią dla kolekcjonerów komiksów, mianowicie „Wielką Kolekcją Superbohaterów Marvela”. Czy będzie ona wartością dodaną  w naszej rzeczywistości komiksowej?

Kiedyś to robiło różnicę.

Jako pierwsza w naszym kraju ruszyła „Wielka Kolekcja Komiksów Marvela” i całkiem szybko zdobyła sobie całkiem spore grono zwolenników. Powodów było kilka, jak choćby ten, że powieści z dymkiem kolportowane były również do kiosków, czyli dostępne były w miejscowościach, w których nie było księgarni, a tym bardziej sklepów komiksowych. Ich jakość edytorska i sposób wydania stały na wysokim poziomie. W związku z tym, że seria powstawała przy kooperacji z Mucha Comics, to i wartość merytoryczna była bardzo dobra. Dość powiedzieć, że osoby pracujące przy tym projekcie starały się, aby wszystko to co ukazywało się w ramach WKKM było spójne z tym co dotychczas funkcjonowało na polskim rynku, jak choćby nazwy określonych przedmiotów czy określenia postaci. Do tego wartość około 40 złotych za egzemplarz ograniczyła zapędy niektórych wydawców do windowania cen. Można powiedzieć, że inicjatywa Hachette była strzałem w dziesiątkę zarówno dla tej firmy, jak i czytelników.

Po przetartym szlaku.

W ubiegłym roku do ataku ruszyło Eaglemoss ze swoją serią „Wielka Kolekcja Komiksów DC Comics”. W tym wypadku wsparciem służy Egmont i trzeba przyznać, że oferta wygląda całkiem nie najgorzej. Do tego, do każdego tomu właściwej opowieści dodatkiem jest jakaś „klasyczna” historia oraz różne gadżety. Plusem jest też  to, że wszystkie przedstawione nowele są zamkniętymi seriami. Jak na razie czytelnicy mają duże zastrzeżenia do jakości wydanych komiksów, z których pierwsze egzemplarze po prostu „śmierdziały”, a okładki i papier odczuwalnie są gorsze od tych z oferty Hachette. Natomiast prenumeratorzy utyskują na długi okres oczekiwania na dostawy kolejnych tomów.

Czy warto przepłacać?

Tak oto przechodzimy do kolejnego komiksowego podejścia Hachette. Tym razem do serii z bohaterami Marvela. O ile jakość wydania to nadal dobra praktyka znana z WKKM, bo wszystko wygląda nawet lepiej od oferty Eaglemoss, tak polski wkład w tę produkcję woła o pomstę do nieba. Przynajmniej jeśli chodzi o premierowy tom z przygodami Spider-Mana. Już od pierwszej strony widać, że coś jest nie tak, ponieważ autorzy dwóch komiksów składających się na pierwszy tom zostali pomieszani. I tak, J. Michael Straczynski odpowiedzialny za scenariusz, a John Romita jr. za rysunki, nie przyczynili się do powstania rozdziału „Złowieszcza szóstka”, a „Wszystkiego najlepszego” nie stworzyli Stan Lee i Seve Ditko. No dobrze, powiedzmy, że taka merytoryczna wpadka może się zdarzyć każdemu, ale to co dzieje się na kolejnych stronach jest po prostu żenujące.  Ponadto pokazuje, że to nie odosobniony błąd, tylko efekt poważnych zaniedbań.

Najwyraźniej ktoś w Hachette doszedł do wniosku, że przy tej produkcji można zaoszczędzić, jak choćby na tłumaczeniu i korekcie, co sprawiło, że co chwila doświadczamy potworków w stylu „Wszyscy mamy napieńku z tym nieuchwytnym pająkiem”, „Najwyraźniej stało mu energii na skontaktowanie się…” czy „Zaczekam tyle, ile zajmie Ci, jak wrócisz”, „Sieci nic nie dają… Od razu je przedzierają… Długo tak nie pociągnę…”, a do tego masa literówek.

Sukces pierwszej kolekcji stał się magnesem do kolejnych serii. To oczywiste, bo kiedy coś się sprzedaje, to warto podążać tą drogą, ale nowe wydawnictwa robią to coraz mniejszym kosztem, co odbija się na finalnym produkcie, który trafia do nas, czytelników. Niestety, wydawcy doszli do wniosku, że cokolwiek by nie „rzucili” na rynek, to „ludek głupi to kupi” i minimalizują wydatki, aby zmaksymalizować zyski. Widać to po jakości ostatnich dodatków do WKKM, które sprawiają wrażenie, jakby były przepisywane z jakiejś encyklopedii komiksowej.

Jestem przekonany, że kolejne cykle komiksowe nadal będą znajdowały swoich nabywców, dla których najważniejszym jest, aby coś miało na okładce znaną postać i dobrze wyglądało na półce. Szczególnie, że grzbiety tomów układające się w panoramy są bardzo atrakcyjne. Niemniej, wciskanie półproduktów jest oznaką braku szacunku do polskich czytelników, którzy nie otrzymują komiksów za darmo. Nawet te promocyjne, kilkanaście złotych za pierwsze tomy, to pieniądze kupujących.

Dlatego każdy tłumacz powinien znać się na swojej pracy, a jeśli ma problem ze stylistyką i ortografią, to niech poprawi go dobry korektor. To nie jest nic niezwykłego i tego powinno się oczekiwać od każdego wydawcy. Jeśli tak dalej ma wyglądać rola kolekcji komiksowych na naszym kraju, to może warto by było zweryfikować, czy nadal są one nam potrzebne. …Zagłosować portfelami.

 

Jedna uwaga do wpisu “Na co komu dziś… Rzecz o kolekcjach komiksowych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s