Drugie wejście do „Klubu walki”.

Wyobraźcie sobie piękne, bezchmurne niebo a pod nim spokojne, szmaragdowe morze. Wsłuchajcie się w sennie szumiące fale i poczujcie delikatna bryzę. Wiaterek wiejący, ale na tyle delikatnie, promienie słoneczne tylko lekko muskają Wasze twarze. Czujecie się zrelaksowani?

A nie powinniście!

Tyler Durden powrócił!

okladkaGdy w połowie lat dziewięćdziesiątych wydany został „Fight Club” autorstwa Chucka Palachniuka krytycy zawyli z zachwytu do swoich recenzenckich księżyców. W opiniach pojawiały się takie określenia jak „najbardziej anarchistyczny”, czy „skandalizujący”, albo „krytykujący kulturę konsumpcjonizmu”. Fragmentów tej książki lepiej nie wpisywać do internetu, bo mogą zainteresować się Wami różne służby specjalne, bo ich przesłanie jest tak wywrotowe, że aż zagrażające podstawom funkcjonowania państw, czy też konkretne instrukcje do legalnej produkcji nielegalnych środków… Nie napiszę jakich, bo jeszcze ktoś (wiecie kto) nocą zapuka do mych drzwi i wywiezie z workiem na głowie do… dajmy na to Klewek.

Książkę przeniesiono na ekrany. Reżyserią zajął się David Fincher, a główne role zagrali Edward Norton i Brad Pitt, którym brawurowo partnerowała Helena Bohnam Carter. Kolejna fala fanów zgodnie zakrzyknęła „Yes, yes, yes!”, a film stal się hitem sprzedaży na kasetach video.

Wyimaginowani przyjaciele…

Wreszcie przyszedł czas na  kolejne medium, jakim jest komiks, ale tym razem otrzymaliśmy nie przekład, ale dalsze losy literackich bohaterów pt. „Fight Club 2”. Warto o tym pamiętać, bo bez znajomości książki lub jej ekranizacji możecie mieć problem ze zrozumieniem niektórych symboli czy wątków. Hmm, z tą wiedzą wcale nie będzie lepiej, ponieważ wszystko jest opowiedziane z pozycji bohatera faszerowanego duża dawką środków psychotropowych. Żeby nie psuć Wam  zabawy dodam tylko, że wszystko się dzieje 10 lat po wydarzeniach kończących „Fight Club”. Narrator jest mężem Marli, z którą ma syna. Po swojej dawce antydepresantów jest potulnym przeciętniakiem, żyjącym szarym życiem opartym na trójkącie: Praca-Dom-Lekarz. Pewnie wiódłby swój nijaki żywot dłużej, gdyby nie jego znudzona połowica, która dusi się w tej egzystencji. Ponownie zaczyna chodzić na spotkania grup wsparcia, ale też postanawia zmniejszyć dawki leków swojemu mężowi. Wtedy na scenę wraca „król chaosu”, Tyler Durden i już nic nie jest takie samo. No dobra, jest takie jak było, ale przed dekadą.

stronaaScenariusz napisał Chuck Palachniuk, dlatego możecie być pewni, że znajdziecie tam wszystko do czego jest zdolny ten pisarz. Całość jest mieszanką bardzo odjechanych pomysłów, chaosu, pokręcenia i totalnej destrukcji. Jeśli zrozumiecie o co tam chodziło, to podejrzewam, że bierzecie to samo co autor. Prawdopodobnie będziecie to musieli przeczytać kilka razy , ale nie gwarantuję, że wtedy będziecie jeszcze sobą.

…nigdy nie odchodzą.

Rysunki, za które odpowiadał Cameron Stewart są poprawne. Czasami lepiej niż poprawne, a jego pomysły na pokazanie niektórych scen są często nawet brawurowe i widać, że grafik postarał się dorównać do poziomu „odjechania” Palachniuka. Niemniej, brakowało mi w tym wszystkim lekkiej nutki niczym nieskrępowanego szaleństwa, takiego graficznego BUM! Trochę jakby rysownik szarżował, ale gdy miał okazję przekroczyć granicę, to świadomie lub nie, tego zaniechał. Wiecie, to historia o Tylerze Durdenie, więc jak śpiewała trójka klasyków (ale nie wieszczów) „keine grenzen”, a jeśli jakieś się pojawią to… walić to. Jeśli chcielibyście zrozumieć o co mi chodzi, to powinniście przypomnieć sobie, co robił filmowy Durden montując „niespodzianki” na taśmach filmowych. No właśnie, tego mi brakowało w pracach Stewarta.

W sumie, to nie powinienem Wam o tym wszystkim pisać, bo przecież pierwsza zasada kluby walki głosi, że nie można o tym mówić, a tym bardziej pisać. Jednak tego komiksu nie można przemilczeć, bo choć nie jest to kontynuacja równie dobra jak część pierwsza, to też nie jest „odbitką odbitki odbitki”. Możemy ją nazwać ciekawym eksperymentem, który wśród fanów wzbudzi mieszane uczucia. Osoby, które nie miały styczności z „Podziemnym kręgiem” raczej nie będą zachwycone. Jeśli zaś lubicie słowno-graficzne roller coastery, sięgajcie śmiało po tę lekturę.

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s